![]() |
Chrobry został totalnie zmiażdżony.
Mogło być spokojnie 5:0. Igbekeme chyba dziś zagrał mecz o nowy kontrakt :D |
Duda super mecz!
|
Przyszło sianko, wróciło granko. Może też presja zeszła z zespołu. To jednak trochę usprawiedliwia Jopa w tej rundzie.
|
Wspaniały wieczór, wszyscy stanęli na wysokości zadania. Chrobry był tylko tłem.
|
Gratulacje dla zawodników, kibiców, trenera i prezesa. Duma i radość.
|
Piła chodziła!
|
Zdecydowanie najlepszy mecz Wisły od wielu miesięcy. Dokładnie taki jaki był potrzebny do przypieczętowania awansu.
Wiele padło słów krytyki pod adresem i Królewskiego i Jopa. Ale dziś to był ich dzień. Bez względu na to co było a zwłaszcza co będzie to jest sukces którego nikt im nie zabierze i karta historii Wisły której już nikt nie wymaże. Gratulacje dla nich oraz zawodników. Cieszmy się tą chwilą. Wracamy (mam nadzieję, że na stałe) tam gdzie nasze miejsce. |
I cycuś........ale cisza, Jopofoby w norach siedzą?........ciśnienie zeszło i drużyna zatańczyła dzisiaj dla swoich kibiców, a na dodatek wspaniały koncert dała...nawet dla tego co się Jopa batuty onegdaj najczęściej czepiał..........FORZA WISŁA Te, FORZA WISŁA eS!!
|
Cos się mnie wydawa, że ta niby "zadyszka" to jakaś planowa była.....Jak w takim stylu i z takim zaangażowaniem chłopaki grac będą w dwóch ostatnich meczach, to chyba 90% kadry powinniśmy zatrzymać!.......Jeszcze raz, bijąc się mocno w piersi; PRZEPRASZAM PILKARZY, KTÓRYCH DOSC OSTRO KRYTYKOWALEM!..........Byliście dzisiaj (tfu@ wczoraj) ZAJEBISCI!!
|
Jako naczelny krytyk Dudy napiszę: dobry dzisiaj mecz, nie wybitny ale dobry. Brawo.
Mamy to! :D |
Brawo Drużyna. Świetnie się ogladało grę całego zespołu. Był większy luz, nad meczem mieliśmy pełną kontrolę.
Za dwa tygodnie proszę o powtórkę, aby humory dopisywały podczas świętowania awansu! |
Cytat:
W tym składzie osobowym można spokojnie walczyć w ekstraklasie. Tylko trzeba odwagi i zdecydowania, a nie... cierpliwości. |
Piękny wieczór to był, brawo drużyna, brawo trener.
|
Cytat:
|
Jak to o co. O mistrzostwo.
Rozmawiamy o potencjale piłkarzy i ich "suficie" możliwości, bo podłoga jest dowolnie nisko. Wiadomo, że potrzeba wzmocnień, ale o wyniku będzie decydować to jak będziemy grać. Czy tak jak wczoraj, albo z Puszczą, czy tak jak ze Zniczem czy Bytomiem. To byli ci sami ludzie, ta sama drużyna, a postawa na boisku diametralnie inna. Można wydać miliony, kupić nowe pół składu, a i tak nie będzie żadnej gwarancji że gra będzie adekwatna do poniesionych kosztów. |
Wisła zrobiła dokładnie to, czego oczekuje się od drużyny idącej po awans: postawiła kropkę nad i. Zwycięstwo 2:0 z Chrobrym Głogów po bramkach Juliana Lelievelda i Marko Božicia nie było wymęczonym dowiezieniem celu na oparach, tylko bardzo dojrzałym przypieczętowaniem powrotu do Ekstraklasy po czterech latach przerwy.
Najważniejsze jest to, że Wisła w takim meczu nie pękła. Nie wyszła jak drużyna sparaliżowana stawką, nie próbowała prześlizgnąć się przez spotkanie na zasadzie „byle nie zepsuć”. Przeciwnie. Od początku grała na wysokiej intensywności, z agresją, z odpowiedzialnością w pojedynkach, z dobrym doskokiem i z wyraźnym przekonaniem, że jest zespołem lepszym piłkarsko. Chrobry był w tym meczu rywalem ambitnym, ale przez większość czasu wyglądał jak ktoś, kto może najwyżej próbować przeszkadzać. O realnym przejęciu kontroli nie było mowy. To był mecz drużyny świadomej swojej wyższości. Wisła dominowała nie tylko wynikiem, ale też jakością zachowań boiskowych. Lepiej operowała piłką, szybciej reagowała po stratach, skuteczniej zbierała drugie piłki i częściej znajdowała rozwiązania między liniami. Chrobry nie został po prostu pokonany. Został piłkarsko przykryty. Jak kartka z kiepską rozprawką, którą nauczyciel od razu odkłada na bok, bo po trzech zdaniach wie już, że nic wielkiego tam nie znajdzie. Najlepszym zawodnikiem Wisły był Julian Lelieveld. I to nie „najlepszym, bo strzelił gola”, tylko najlepszym w pełnym, piłkarskim znaczeniu tego słowa. Holender zaliczył występ wybitny. Pierwszy gol był oczywiście wydarzeniem kluczowym, bo zdjął z drużyny część presji i ustawił mecz mentalnie. Ale ograniczanie jego występu tylko do bramki byłoby futbolowym barbarzyństwem. To był pokaz nowoczesnej gry bocznego obrońcy. Lelieveld imponował przede wszystkim przeglądem pola. Bardzo dobrze widział, gdzie znajduje się najbliższy przeciwnik, gdzie jest wolna przestrzeń, który kolega może przyjąć pod presją, a który powinien dostać piłkę dopiero po przesunięciu rywala. W wielu sytuacjach nie wybierał najłatwiejszego podania, tylko najlepsze. To ogromna różnica. Najłatwiejsze podanie często tylko oddala problem o dwa metry. Najlepsze podanie potrafi złamać pressing, otworzyć sektor i od razu przenieść ciężar gry. Do tego dochodził timing. Lelieveld wiedział, kiedy przyspieszyć, kiedy zwolnić, kiedy wyjść wyżej, a kiedy zostać i dać drużynie bezpieczną opcję rozegrania. To nie była gra na chaosie, instynkcie i modlitwie do najbliższego kolegi. To była gra zawodnika, który skanuje przestrzeń przed przyjęciem piłki. Takiego, który widzi akcję sekundę wcześniej niż większość uczestników meczu. A w piłce ta sekunda często oddziela piłkarza dobrego od piłkarza naprawdę wartościowego. Kapitalne było jego wyprowadzanie piłki ze strefy obrony, które zresztą pokazywał już w tym sezonie wielokrotnie i które nadal działa i na które rywale w dalszym ciągu nie są w stanie znaleźć skutecznego antidotum (wbrew temu, co wypisują czasem niektórzy kibice). Pod pressingiem nie panikował, nie wybijał jej na zasadzie „niech leci, może ktoś tam biega”. Zamiast tego potrafił ustawić ciało, oszukać rywala pierwszym kontaktem, zagrać pod odpowiednim kątem albo wyprowadzić futbolówkę tak, by Wisła natychmiast zyskiwała przewagę. Przy drugim golu miał walny udział, bo znów pokazał jakość w budowaniu akcji i dostrzeganiu rozwiązania, które nie dla wszystkich lewych obrońców byłoby oczywiste. W defensywie także zrobił swoje. Wygrywał pojedynki, był odpowiedzialny w destrukcji, dobrze czytał zamiary rywali i nie pozwalał, by jego sektor stał się autostradą dla Chrobrego. Tym występem ostatecznie pokazał, dlaczego Mariusz Jop przez cały sezon wolał wystawiać na lewej obronie właśnie jego, a nie Jakuba Krzyżanowskiego. Tam gra piłkarz lepszy, dojrzalszy, bardziej kompletny i zwyczajnie bardziej użyteczny dla drużyny. Gra ten, kto daje większą jakość. I w tym przypadku uzasadnienie było widoczne jak neon nad stadionem. Drugim wielkim bohaterem był James Igbekeme. To był występ środkowego pomocnika, który nie musi strzelać goli, żeby być jednym z najważniejszych ludzi na boisku. James fenomenalnie blokował środek pola. Był tam, gdzie powinien być. Zbierał drugie piłki, asekurował, przecinał podania, antycypował ruch rywali i czyścił przestrzenie, zanim Chrobry w ogóle zdążył zbudować z nich realne zagrożenie. To jest właśnie wartość, której często nie widać w prostym skrócie meczu. Igbekeme nie tylko odbierał piłkę. On porządkował Wisłę. Dawał jej stabilność po stracie, zabezpieczał partnerów, skracał pole gry i pilnował, by środek nie pękał po pierwszym mocniejszym kontakcie rywala. Operował piłką spokojnie, szybko i odpowiedzialnie. Nie grał efektownie dla efektu. Grał efektywnie. A to w środku pola jest znacznie cenniejsze niż trzy niepotrzebne obroty wokół własnej osi zakończone podaniem do tyłu. To był występ na poziomie Ekstraklasy. James pokazał, że po awansie Wisła nadal będzie mogła na niego liczyć. W takim rytmie, przy takiej odpowiedzialności i takiej intensywności może być zawodnikiem, który daje drużynie realny fundament. Nie dekorację. Fundament. A fundament w piłce jest jak dobra defensywna szóstka: kiedy działa, połowa ludzi go nie docenia, ale kiedy go zabraknie, cały budynek zaczyna trzeszczeć. Bardzo cieszy mnie, że przez cały obecny sezon potwierdził wszystko od A do Z, co pisałem o nim na jego początku, a racji nie mieli ci, którzy drwili z tego i mówili, że będzie inaczej i jest Wiśle niepotrzebny. Bardzo mocno trzeba też wyróżnić Marko Božicia. Austriak był niezwykle aktywny, szczególnie przy zejściach z lewej strony do środka i próbach uderzeń z prawej nogi. W swoim stylu często wchodził w drybling, prowadził piłkę podeszwą, szukał kontaktu z rywalem i próbował go wytrącić z równowagi. Momentami wkładał bezpośredniego przeciwnika na karuzelę tak skutecznie, że brakowało tylko budki z watą cukrową obok linii bocznej. Gdyby Božić miał jeszcze większą szybkość i dynamikę, w ogóle nie byłoby co zbierać. Rywal mógłby się czuć jak na rollercoasterze połączonym z obowiązkowym szkoleniem BHP z bronienia jeden na jeden. Ale nawet przy nie wybitnej dynamice i szybkości Austriak daje drużynie dużo. Ma technikę, ma odwagę w pojedynku, ma pomysł i co najważniejsze - zrobił to, co do niego należało. Strzelił gola. W takim meczu to nie jest ozdobnik. To jest konkret. Na duże pochwały zasłużył również Julius Ertlthaler. To był Julius z początku sezonu: dynamiczny, ruchliwy, agresywny, pracowity i pełen pomysłów. Nie chował się za plecami rywali, nie grał alibi, tylko szukał przestrzeni i rozwiązań. Potrafił przyspieszyć, potrafił zagrać dokładniej, potrafił podłączyć się do pressingu. Był konsekwentny w pracy bez piłki i użyteczny w fazie posiadania. Takiego Ertlthalera Wisła potrzebuje również w Ekstraklasie. Dobry mecz zagrał także Kacper Duda. Po słabszym występie w Rzeszowie tym razem nie odstawał. Oczywiście zdarzały mu się błędy, ale ważne było to, co robił po nich. Nie stawał, nie rozkładał rąk, nie odpływał mentalnie. Od razu próbował naprawiać sytuację. Wracał, walczył, biegał, pracował bez piłki i był aktywny. Do tego zaliczył asystę, więc jego występ miał nie tylko walor energetyczny, ale też wymierny konkret. To był mecz, po którym można go chwalić bez robienia z niego od razu nowego Zielińskiego z Reymonta. Dobrze, uczciwie, pożytecznie. Bardzo pewnie zagrała cała linia obrony oraz Patryk Letkiewicz. To ważne, bo w meczu o takiej stawce najgorsze, co można zrobić, to podarować przeciwnikowi paliwo z niczego. Wisła tego nie zrobiła. Nie było wielkich prezentów, nie było nerwowego machania nogą w powietrzu, nie było klasycznej piłkarskiej loterii pod hasłem „kto pierwszy spanikuje”. Dario Grujcić był jak skała. Silny, dobrze ustawiony, konkretny w interwencjach. Mariusz Kutwa pozostawał czujny, agresywny i myślący. Nie grał na bezmyślnym zapale, tylko z odpowiednim wyczuciem sytuacji. Raoul Giger znów był bardzo solidny. W jego przypadku problem polega już na tym, że poziom „nie do przejścia” stał się standardem, więc człowiek przestaje reagować, jakby widział coś wyjątkowego. A to przecież jest komplement. Po chwilowej obniżce dyspozycji sprzed paru tygodni nie ma już śladu. Szwajcar wrócił do swojej normalnej wersji: odpowiedzialnej, twardej, skutecznej w pojedynkach i trudnej do złamania. Rywale odbijają się od niego jak tanie teorie od faktów. Fred Duarte tym razem nie wpisał się na listę strzelców, ale nie zawiódł. Jako prawy pomocnik wykonał dużą pracę dla drużyny. Wracał, odbudowywał ustawienie, presował i pomagał utrzymać strukturę. Nie zawsze można być skutecznym pod bramką przeciwnika. Ważne, żeby wtedy nie znikać z meczu. Duarte nie zniknął. Był potrzebny, odpowiedzialny i pożyteczny. Jedynym piłkarzem, który wyraźnie odstawał od reszty, był niestety Jordi Sánchez. To był słaby występ. Za dużo błędów technicznych, za mało czystości w grze, za mało realnej wartości w działaniach z piłką. W meczu, w którym większość drużyny podniosła poziom, jego mankamenty były jeszcze bardziej widoczne. Nie pomógł sobie tym spotkaniem w kontekście myślenia o nim jako o wartościowym uzupełnieniu składu na przyszły sezon. Jeśli Wisła chce w Ekstraklasie funkcjonować poważnie, takie występy muszą być traktowane jako sygnał ostrzegawczy, a nie jako drobna rysa na porcelanie. Dobre zmiany dali Maciej Kuziemka i Ervin Omić. Kuziemka odzyskał wigor i dynamikę. Był żywszy, bardziej zdecydowany i znów przypominał zawodnika, który może wnieść coś z ławki. Omić grał krótko, ale sensownie. Umiejętnie się ustawiał, wspierał drużynę i miał jedną bardzo dobrą akcję, w której świetnie rozprowadził ofensywę. To są właśnie zmiany, które nie muszą trwać pół godziny, żeby zostawić pozytywny ślad. Przeciętną zmianę dał Jakub Krzyżanowski. Na pozycji lewego pomocnika marnował okazje bramkowe, które tworzył mu zespół. Trudno jednak przesadnie go za to grillować, bo to nie jest jego nominalna pozycja. Problem polega na czymś innym: w ofensywie nie ma tej jakości, jaką daje Lelieveld. Nie ma tej swobody, tego skanowania przestrzeni, tego wyczucia tempa i tego naturalnego repertuaru rozwiązań. To kolejny dowód, że sam bieg, ambicja i młody pesel nie wystarczają, jeśli mówimy o drużynie walczącej o poważne cele. Lepiej jako prawy pomocnik zaprezentował się Rafał Mikulec. Pokazał, że potrafi pomyśleć w pojedynku indywidualnym. Zmienić tempo, zaskoczyć rywala, dograć piłkę, poszukać niestandardowego rozwiązania. W tej roli może dawać wartość, bo nie ogranicza się do mechanicznego biegania przy linii. Ma w sobie boiskową inteligencję i doświadczenie, które w takich końcówkach sezonu są szczególnie ważne. Całościowo był to jeden z tych meczów, po których nie trzeba dopisywać wielkiej poezji, bo sama rzeczywistość jest wystarczająco dobra. Wisła wygrała, zasłużyła, zdominowała rywala i przypieczętowała awans w ładnym stylu. Po czterech latach czekania kibice dostali wieczór, na który naprawdę zasłużyli. Bez upokorzenia, bez liczenia cudzych potknięć, bez proszenia losu o pomoc. Po prostu: zwycięstwo, dominacja, awans. Mariusz Jop i jego piłkarze wykonali zadanie. Skutecznie. W futbolu na końcu tabela nie pyta o literackie walory drogi. Pyta, kto zrobił wynik. Wisła ten wynik zrobiła. Wczoraj postawiła ostatni stempel na dokumencie powrotu do Ekstraklasy. Najważniejsze, że mamy Ekstraklasę. Cieszmy się! |
Dobra ....a xD, gratulacje.
Pytanie czy to chodziło o brak siana? Presję która z nich zeszła? Czy Jop nie ogarniał aż do wczoraj bo sam był obsrany? Może jakaś wypadkowa tych czynników, mam nadzieję że lekcja będzie wyciągniętą z rundy wiosennej bo materiału jest dość dużo. Jop wczoraj bardzo dobre wrażenie i na kanale sportowym i w każdej innej TV, gość potwierdza że jest mega inteligentny, tym bardziej wracają pytania dlaczego gra była tak kiepska przez większość rundy? No może trochę za skromny ale to pokazuje jak ma wyglądać Wisła Królewskiego - nikt nie jest większy niż klub. Jak byłem sceptykiem żeby trener podpisał tak teraz uważam że w pełni zasługuje na 2 letni kontrakt. Ofc ciągle nie wybaczyłem tego samobója niech trener wróci jak wygra eklape |
Cytat:
Podejrzewam że Jop na 90% rozpocznie sezon Ekstraklasy jako trener Wisły, czy zakończy - to już inna sprawa. Na pewno nie powinno to zależeć od tego jak się będzie wypowiadał w mediach. Co do meczu, to było to na pewno wydarzenie. Rywale byli tylko tłem. Podejrzewam że trener ich uczulił że sędzia może nie pozwalać na zwykłą dozę brutalności i chamstwa, więc piłkarze Chrobrego musieli skupić się na tym do czego się najmniej nadają - na grze w piłkę. Ważne że tym razem Wisła nie podała im tlenu. Nikt nie odpuścił krycia, bramkarz nie kiwał się w polu karnym, obrońcy nie byli bierni itd. Piłkarze Chrobrego weszli na boisko, a po końcowym gwizdku cichutko z niego zeszli - mniej więcej taki mieli udział w meczu. Piłkarsko nie mieli żadnych argumentów. Nie chce mi się oceniać indywidualnie piłkarzy, na pewno Lelieveld był najlepszy na boisku, co chwilę posyłając świetne podania ofensywne, ale nikt nie zagrał źle, wszyscy byli co najmniej poprawni, kilku piłkarzy zagrało bardzo dobrze. Na pewno nie wyciągałbym z tego meczu wniosków na temat gotowości Wisły do gry w Ekstraklasie. Co nie znaczy że nie należy się nim cieszyć. |
Cytat:
|
Markusie, piękna analiza. Bez nadmiernych, niepotrzebnych ideologicznych wstawek. Barwny język, humor - oby tak dalej.
|
Cytat:
|
Cytat:
Brawo. |
Dopierdalanie się do osób które bez powodu dopierdalają się o wszystko do drużyny czy trenera to nie tylko przyjemność ale i obowiązek
|
No ciekawe co się wydarzyło.Jakby Jop wystawił w Rzeszowie taki sam skład jak wczoraj pewnie obeszłoby się bez nerwówki.
5 dni temu nie było schematów,wczoraj były schematy. 5 dni temu byli ociężali i wolni a wczoraj latali nad murawą. Patrzcie ile w 5 dni można rzeczy poprawić. |
Cytat:
Nie żebym miał pretensje do Głogowian że zagrali beznadziejny mecz, ale obiektywnie to im nic nie wychodziło, nawet stałe fragmenty gry to była jakaś parodia ze strzałami trzy metry nad bramką. Możliwe że niektórzy po raz pierwszy w życiu zobaczyli duży, pełny stadion z poziomu murawy i ich to mentalnie zgniotło. |
Moim zdaniem Chrobry tez chciał się postawić ale zwyczajnie nie daliśmy im nawet centymetra boiska bez naszej kontroli.Mogli pokopać tylko tam gdzie im pozwalaliśmy.Gra się tak jak przeciwnik pozwala działa w obie strony.
O powodach takiej różnicy w postawie między jednym meczem a drugim można a nawet trzeba dyskutować. |
Cytat:
Co do samego meczu - przede wszystkim należy podkreślić zaangażowanie wszystkich piłkarzy, czego przykładem będzie Duda - po głupiej stracie na około 40 m przed bramką błyskawicznie wrócił i odzyskał piłkę. Oczywiście to tylko przykład - nie chcę przez to powiedzieć, że tylko Kacper był zaangażowany w grę. Igbekeme też popełniał błędy, ale zaraz starał się je naprawiać. Pozostali też grali na wysokim poziomie zaangażowania. I nie czepiałbym się tak bardzo Sancheza. Fakt, że sam powinien strzelić co najmniej dwie bramki. Może jeszcze brakuje mu rytmu meczowego, a przynajmniej wiadomo nad czym trzeba z nim pracować |
Cytat:
A mecz wyglądał dokładnie tak, jak miał wyglądać. DOMINACJA i bezdyskusyjne zwycięstwo. |
Gdyby tak wyglądała reszta meczów na wiosnę, to nikt by nie szukał dziury w całym. Zaznaczam, że nie mówię o wyniku. Z Puszczą gra również była akceptowalna mimo straty punktów.
Niestety tak nie wyglądała, zarówno jeżeli chodzi o postawę drużyny, poszczególnych zawodników jak reakcje na to trenera. Krytyka w takich okolicznościach jest naturalna i zdrowa. To brak krytyki jest dziwny... |
Cytat:
|
Cytat:
Czy gdyby nie uraz Biedrzyckiego, Kutwa dalej grywałby z Chełmianką i Jędrzejowem? Dla własnego dobra... bo "przegrał rywalizację" :) Takich tematów było więcej. Ale ciiii.... bo przewaga się utrzymuje. |
Cytat:
|
Cytat:
Taka jest zwykle dyskusja... |
Cytat:
|
Ciekawym jest również fakt, że większość dziennikarzy, telewizyjny ekspertów etc., pomijając ich merytoryczność, którą można użytkować do dowolnej narracji, uważa że Jop dobrze zarządzał składem, odpowiednio rotował, dawał szansę. No ale cóż, najwidoczniej nie widzą tego, co dostrzega Dr. Ozd
|
Cytat:
Serio uważasz,że nazywanie Jopa "nieporozumieniem na ławce" nie jest hejtem? Albo uporczywe przekręcanie jego nazwiska to merytoryczna krytyka? |
Cytat:
Jest tak jak napisałem w innym temacie, ale to nie znaczy, że wszystko jest cacy. Królewski wspominał o zadaniach na ekstraklasę związanych nie tylko z samymi wynikami, ale z wieloma innymi aspektami rozwoju klubu. Moim zdaniem należy do nich, dawanie zawodnikom pograć. Jest to konieczne z wielu powodów, a nasz trener publicznie stwierdził, że on nie jest od tego. Przewiduję, że w dłuższej perspektywie albo zmieni podejście albo będzie prowadził drużyny w których jest 12 ludzi do grania. O jakim przekręcaniu nazwiska mówisz? Z mojej strony Jop dostał przydomek, wynikający z jego zachowania przez większość sezonu i tyle. To jest ocena, a nie żaden hejt. Jeżeli przez cały sezon zrobić zmianę w przerwie zdarzyło się może ze trzy razy to mój przydomek jest całkowicie uzasadniony. Fakt, że zmiany w składzie były w większości przypadków konsekwencją kartek, albo kontuzji też o czymś świadczy. A co do ocen dziennikarzy, niech sobie oceniają, wolno im. Ja mam inne zdanie i tyle. |
Cytat:
I nie udawaj zaskoczonego jak pisze o przekręcaniu nazwiska bo sam tego niepełnosprawnego chama broniłeś. |
Cytat:
A przydomek brzmi betonowy Jop. Dopiero w ostatnich meczach pojawiło się więcej rotacji, to i gra wyglądała lepiej. Ale może to tylko przypadek. W każdym razie. Mam wrażenie, że wypowiedzi prezesa odnośnie przyszłości na ławce Wisły zwiastują dookreślenie zadań dla trenera na kolejne sezony. I nie będzie to tylko utrzymanie w lidze. Ale przede wszystkim rozwój drużyny i piłkarzy. Bo jeżeli będziemy coraz lepsi to utrzymanie będzie naturalną konsekwencją. Więcej, naturalną konsekwencją będą dużo ambitniejsze cele. |
Tylko, że trener który zrobił z nami 'ostatnie trofeum' tak naprawdę punktował na poziomie wręcz tragicznym co skończyło się najniższym miejscem w historii klubu.
Ten gość się u nas skompromitował, zdobycie pucharu Polski to była jedynie osłona żenujących wyników i gry naszej drużyny. Trzeba też również pamiętać w jaki sposób on to wygrał, bo najpierw Sobol, a potem Jop też maczali palce w zdobyciu tego Pucharu. Trener nazywany przez ciebie alfonsem - zdobył puchar, bo wygrał 3 mecze. Chwała mu za to, ale faktem jest, że pierwszy swój mecz przegralibyśmy, ale przepchnęli (o dziwo!) nas czarni. Sędzia uznał nam bramkę, mimo VARu wskazującego, że był tam spalony poprzez absorbowanie bramkarza. Gdyby nie ta jedna sytuacja - to nic by z tego nie było. I tak - zdobycia Pucharu nic mu nie odbierze. Moja opinia o nim : facet potrafi zbudować drużynę pod 1 styl gry - taki, który się sprawdza z drużynami mocniejszymi od drużyny trenera, czyli gra z kontry, zza podwójnej gardy. Facet nie ma pojęcia jak prowadzić klasowe zespoły z potencjałem wyższym do gry ofensywnej niż defensywnej. Paradoksalnie Rudy Rydz by miał większe szanse zrobić przyzwoity wynik z nami teraz w ESA niż w 1 lidze - co nie zmienia prostego faktu - nie chciałbym w żadnym wypadku jego powrotu. Wolę cierpliwe rozgrywanie Jopa. Serio, serio. To jest trener, który potrafi zbudować drużynę i widać to było na każdym kroku jego trenerskiej kariery, choćby w rezerwach. Każde przejęcie drużyny po innym trenerze - natychmiastowa poprawa gry. Fakty są nieubłagane. Ta runda była dużo słabsza, niż przyzwyczaił - na co moim zdaniem złożyło się kilka czynników : - gorsza forma Kuziemki w tej rundzie - gorsza forma Duarte w pierwszej połowie tej rundy - problemy zdrowotne Rodado, szpital w drużynie, krótka ławka, brak wzmocnień zimą (jedyny piłkarz jaki przyszedł rozleciał się po dwóch meczach) - na koniec najważniejsze, walka z olbrzymią presją awansu - ewidentnie z Chrobrym drużyna wróciła do swojej gry, bo miała już praktycznie pewny awans, piłkarze się wyluzowali i to było widać. We wcześniejszych meczach oni głównie walczyli sami ze sobą, widać było to 3kg w gaciach po nich - to już psychika poszczególnych ludzi decyduje jak trzymają ciśnienie, niestety nasi piłkarze w przerażającej większości to nie są ludzie o mocnej konstrukcji psychicznej, co widać było na murawie. Mają umiejętności, nie mają genów zwycięzców. Tym bardziej chwali się, że Jop z tą ekipą zrobił wynik. Przed nim poległo wielu innych. |
| Wszystkie daty podane są w GMT +1. Aktualna godzina to 15:21. |
Zasilane przez vBulletin v. 3.8.7. Copyright © 2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.
© 1998 - 2023 forumwisly.pl