![]() |
Cytat:
Tak przy okazji: http://s4.tinypic.com/zwhz47.jpg http://s4.tinypic.com/dm4ime.jpg http://s4.tinypic.com/2mnehw4.jpg http://s4.tinypic.com/29bbn1v.jpg , ach te pieniądze z dzieciństwa :) |
Ten tysiak przypomina mi szkolę podstawową - naszym patronem był Mikołaj Kopernik i 2 x do roku przez 8 lat :!: w rocznice jego urodzin i rocznicę nadania naszej szkole jego imienia na plastyce rysowaliśmy wlasnie Mikołaja. I własnie ten banknot zawsze był dla nas wzorem wizerunku Kopernika. W zasadzie to w pewnym momencie myslę, że każdy z nas bez problemu z pamięci, odwzorowalby już każdy szczegół jego twarzy jak i pozostałe elementy tysiaka .............
To były piękne czasy - niezapomniany smak wspomnianej przez Was oranżday w woreczku i gum Turbo czy Donald's naszpikowany wszelkimi możliwymi sztucznymni substancjami, zbieranie naklejek z gum (do tej pory mam gdzieś w domu albumy z Alfem :-D ), czekolada bedąca de facto produktem czekoladopodobnym, i Pewex... Pamietam jak po raz pierwszy zostaliśmy tam zabrani przez rodziców - dla kilkuletniego dziecka to był prawdziwy raj ...... wśrod całej otaczającej nas szarzyzny Pewexy były jak punkty symbolizujące jakiś inny niedostępny i niepaujący do nas świat Myślę, że dzieciakom bylo wtedy łatwiej i lepiej niż dzisiaj - po szkole nikt nie biegł na jakieś zajęcia z jezyka, muzyki itd.itp, tylko myśleliśmy w co się będziemy bawić, mielismy więcej czasu dla przyjaciół, nie kontaktowalismy się poprzez smsy czy komunikatory, ale osobiście i wydaje mi się, że to własnie te relacje bezpośrednie sa nie do przecenienia. Teraz po tylu latach spotykając znajomych ze szkoly podstawowej rozmawiamy tak, jakbyśmy sie rozstali wczoraj .... ehh A jakim trzeba było być kreatywnym, by nie mając zajebistych zabawek, komputera itd. wymyślać rożne zabawy - ile ich było swiadczą choćby powyższe wpisy .... i jakoś nie było nudno ..... Pozdrawiam wszystkich dorastających w latach 80-tych i pocz. 90-tych :-D |
Cytat:
wersja oczywiście najczęściej z kopami w dupe, z woleja.. grywało się w podstawówce całymi dniami.. :) |
Grał ktos w króla? :D robiło się kapki i ten który zrobił ich najwięcej strzelał, reszta stała jeden obok drugiego jak na rozsztrzelanie na lini w bramce.Mam takiego kumpla który jak mieliśmy z 9 lat to tak w nas ładował że do dzisiaj mam ten strach w oczach jak widze gdy podbiegał do piłki i celował w moją stronę. Jak już wystrzelał wszystkich, czyt. trafił do bramki bo każdy miał na tej lini jakiś wyznaczony swój fragment, oczywiście zawsze były spory gdy piłka wpadła "na granicy", to otrzymywał literkę K i tak dalej aby sie ułożył napis KRÓL. Jak nie trafił w bramke to oprócz tego że był wyśmiewany to kończył grę, ale jak ktoś obranił jego strzał to strzelec wchodził na linię a ten który był pierwszy od lewej strony to wchodził w rolę strzelca i tak do momentu aż ktoś nie trafił KRÓLA. Jak sobie przypomne to opiszę jeszcze inne zabawy, dużo tego było :)
|
W króla sie grało na zasadzie że sie strzelało w ścianę po koleji, kto nie trafił strzelając z pierwszej odpadał. Kto został ostatni dostawał K-później R-Ó-L (ew król murów).
W "noża" się grało ;] - kółko na ziemi i dzielenie na ilosc oosb, i sie przejmowało czyjś teren :D Pamiętam jak problemy były żeby sie matka nie skapnęła że jej nóż z kuchni zginął ;D W kwadraty/ podchody/beki ( ale za duże boisko mieliśmy). A w ciuciubabkę nikt nie grał ? :D Ktoś z zamkniętymi oczami probował złapać innych i musiał odgadnąć kto to ;] chowało się na trzepaku,ławkach bo jak powiedział jakiś tam wierszyk to otwierał oczy i kto stał na ziemi stawał sie ciuciubabką :D |
Cytat:
|
My preferowalismy takie różne zabawy z koleżankami w krzakach.
Czasami graliśmy w karty lub w butelkę w rozbieranego i totalny zjeb był jak środek lata, a kolesie przychodzą w kalesonach, trzech parach skarpet i kilku podkoszulkach. Kumpele zresztą nie były gorsze i wszystkie domowe pierścionki na rekach nosiły. Nieważne że niektóre były jak bransoleta na niewielkich rączkach. Jedna przyszła w "tych dniach" z kilkoma podpaskami (założonymi:shock: ). Hitem był poker na pety. Konkretnie, przegrany łaził po przystankach MPK i zbierał pety. Niezapomniany widok, jak kumpel wyrywał do peta, którego ktoś wyrzucał przed wsiadnięciem do autobusu. Cała reszta ryczała ze śmiechu po drugiej stronie ulicy. Przystanki w okolicy czyściutkie, a jedynym sposobem wykupienia się od petów było pstrykanie w nos. Jeden z kolesi miał rekę jak klapa od smietnika a palce chyba po 10 cm. Ten jak pstryknął to jakby Chuck Norris z półobrotu zajebał, więc mało kto decydował się na zamianę. Piękne czasy. |
W wieku 4-7 lat na podwórku mieliśmy (mamy nadal) rozkopaną skarpe z której wystają kable, dosc grube. Mówiliśmy na to "awaria", huśtaliśmy się na kablach i kopaliśmy tam gline :D Jak ktoś znalazl tam niezwykle żadko wystepujace tam kamienie, uznawany byl za bogatego i dostawal za to cukierki (kamienie z tego miejsca uznawane byly przez nas za niezwykle kosztowne minerały)
Innym razem jak rozkopali nam podworko robiac takie jakby okopy, które zakrywały nas 2 razy, strzelaliśmy w siebie petardami, rzucaliśmy świece dymne kupowane na odpuście, i strzelaliśmy w siebie pistoletami na kulki :D Czasami grało się też w podchody. Chodziło o to że dzieliliśm sie na 2 grupy. Jedna grupa miała kredę i polecenia na kartkach. Gdy grupa pierwsza czekała na miejscu startu 100sekund to druga zaś szła pisząc kredą na ścianach strzałki z kierunkami trasy oraz w niektórych miejscach koperty (w miejscach kopert ukryte byly lisciki z zadaniami do wykonania). Pamietam raz jak kolega dostał za zadanie wejść do śmietnika wyciągnąć worek ze śmieciami i rozsypać to na drodze :D Jeszcze była ciuciubabka, i chowany :D poza tym to w domu to pegasus i comodore :D aaa i nie wiem czy pamiętacie jak zamiast tvn byla WISŁA :D PS Cytat:
|
A my robiliśmy jeszcze różne bazy u siebie na osiedlu i się w nich zbieraliśmy swoją paką. My mieliśmy w starym niedziałającym autobusie, i generalnie była opcja, że każdy każdej bandzie chciał przejąć bazę i trzeba było ją pilnować, żeby ci jakiś obcy nie wbił się i nie zrobił demolki specjalne warty nawet były kto obczaja o danej godzinie :D
A jak z kumplami wyczailiśmy bazę koleżanek z podwórka to, wszystko fruwało w powietrzu i na koniec postawiliśmy po klocku i zostawiliśmy kartkę z tekstem: Tu byliśmy - Trzej Amigos :wstyd: |
właśnie, zapomniałem, o zabawach typu podchody itp, było tez coś takiego jak
Królu lulu(wczesne dzieciństwo) i o ile się nie mylę, trzeba było zastygnąć w jakiejś pozie, jakby ktoś znał dokładne zasady to niech opisze Do tego zabawa wszystkim co było: kwiaty orzecha jako gąsienice czy tez krokodyle, indianie, marynarze(to na drzewie, jak wiał wiatr to było jak na statku; ), robieie ludzików z kasztanów i żołędzi, szukanie skarbów(po wczesniejszym zrobieniu map ;) Przy okazji Serialu Północ Południe całe przedszkole podzieliło się na dwie częsci wg sympatii i rozgrywaliśmy swoją wojnę :) teraz po co sie pieprzyc z kreatywnością, jak mozna tylko odpowiednią grę komputerową włączyć, nic wyobrażac sobie dzieci nie muszą że juz nei wspomnę pierwszych piłkarskich idoli takich jak Bako, Kosecki czy Ziober :D poowa lat '90 to był szął na NBA, wszyscy zbierali naklejki, chodziło sie na treningi kosza, bluzy i czapeczki z nazwami drużyn... czasami nawet do cheirachi szkolnej liczyły się klasowe w kosza, bo dawniej to tylko piłka miała znaczenie o klasowym w kosza nikt nie słyszał |
NIe wiem czy tego czasem nie bylo - nie czytalem dokladnie wyszystkich wypowiedzi - pamietacie gre w dolki/kwadrat i sciane:>?
To byl dopiero hazard.Pamietam ze jakos tak w polowie 80 lat, gdzie jszcze monety mialy jakakolwiek wartosc , wszyscy w to ciupali a osiedla roily od 'dolkow' potrzebnych do gry:) |
Cytat:
|
Cytat:
A pamiętacie klocki LEGO? Taraz to jest już standard, ale jak się wtedy udało je dorwać do było coś. Ja miałem parę zestawów i zawsze tylko raz układałem to co miało być, a potem mieszałem wszystkie razem i robiłem przez siebie wymyslone rzeczy. Wiadomo, w tamtych czasach za wiele zabawek nie było, a tak człowiek mółgł sobie zrobić co tylko chciał i przy okazji rozwijało się wyobraźnię:D Cytat:
Cytat:
Karteczki też pamiętam, szczególnie były popularne jak wszedł "Król lew" |
Ale mi się fajne czasy przypominają,jak to czytam
Wafelki kukuruku pamiętam zawsze kupowałem w sklepiku,tak jak gumy schock,czy jakoś tak.Takie piekielnie kwaśne.Prócz tego gumy turbo,donaldy i inne takie,napoje DICK BLACK,hehe W całej szkole pamiętam,jak zapanowała moda na zbieranie karteczek.Zbierał je każdy,my jako starsi szliśmy do młodszych klas i od nich te karteczki kolorowe wyciągaliśmy,bo z nimi dobre interesy się robiło... Co do telefonów do pamiętam te żetony A,co się kupowało u woźnej,żeby zadzwonić gdzieś ze szkoły. Pamiętam,jak kolega miał taki zegarek CASIO,co miał w nim funkcje "czas na świecie' i każdy pożyczał od niego ten zegarek i się tym bawił. Pamiętam też,że jak wracaliśmy do domu ze szkoły z chłopakami,zawsze szliśmy obowiązkowo na oranżade i takie bezy,kupowane na wage... A pamiętacie zabawe w ciuciubabke? |
A segregatory pamiętacie? to była dopiero mania. Pamiętam jak mi tata kupił mój pierwszy segregator i chyba 3 komplety karteczek. Wtedy to po klatkach schodowych siedzieliśmy na schodach w ok 15 osób i si wymienialismy karteczkami :D
ups. kolega wyzej mnie uprzedzil ;) pamietam tez jak moj kolega kiedys przyniosl do szkoły lupę. Zajebiście wtedy świeciło słońce a on sobie na trampkach wypalił swoje inicjały. Był moim idolem po tym czasie :D |
Ahhhhh te czasy:] Pamiętam jak z kolegami graliśmy zawsze pod blokiem w tzn"niemca" całymi dniami ! czasem była tylko przerwa na obiad :) Najlepsza zabawa nasza to był oczywiście zabawa w chowanego raz tak zrobiłem z kolegą że taki gośc miał nas szukac a my z kumplem poszliśmy do mnie do domu i siedzieliśmy koło godziny... Wyszliśmy a ten debil cały czas nas szukał... Siedzi na ławce i się pyta gdzie się schowaliśmy :)
|
Cytat:
a z tych nieezbyt miłych wspomnień,to nie zapomnę jak na mrozie stałem trzy godziny przed kioskiem ruchu,aby kupić proszek do prania.dwie osoby przede mną brakło.do dupy była ta komuna. |
A zbieraliście różne TAZO's ? :D w chipsach tego było pelno.. w Lays'ach, w Cheetosach, w Star Foodsach :D a ile różności ;] haha dobre to było też :D
Moda z segregatorami mnie nie dosięgnęła. Tzn. ja nie zbierałem. Głupie to dla mnie bylo :P Ale gra w gumę miażdżyła :D Na przerwach w szkole... :lol: |
Nie ma to jak gra w Ślązaka ;D
|
Kapsle tez pamietam , u nas na alejkach rysowalo sie cale trasy i spedzalismy godziny aby ukonczyc.Poza tym pamietacie jak odpalalo sie saletre w nakretkach od wodki.A'propos pilki to u nas gralo sie w kraty-rysowalo sie prostokaty na asfalcie i moazna bylo tylko pilke kapkowac , zasw przegrywal ten,, u ktorego pilka dotknela placu jako ostatniego.Poza tym nie graliscie w poprzeczki?Po jednym zawodniku na kazdej polowie,mozna dotknac pilke tylko 3 razy , nie mozna przekroczyc linii polowy i starac sie kopnac tak ,aby pilka trafila poprzeczke po stronie przeciwnika.Byla tez gra w slupki - pewnie kazdy z nas na boisku szkolnym mial boiska do siatki na asfalcie , zreszta siatek nigdy nie bylo bo by ktos sie nie bal i zaje...Otoz kazdy byl odpowiedzialny za obrone slupka , ktory obral i starac sie trafic ktorys ze slupkow przeciwnika obojetnie na jakiej wysokosci.Mam jeszcze pare przykladow , ale nie chce zasmiecac wiecej miejsca...
|
fantom to były beki :) i nie grało się w poprzeczki a na bramki :)
|
W beki tez sie gralo , ale poprzeczki swoja droga
|
Ja pamiętam grę na przerwach "W monety": stawiało się jedną na brzegu, pstryknięciem wprawiało w ruch obrotowy i później każdy po kolei musiał "pstryknąć" ją palcem tak, żeby się nie zatrzymała. Jak w większości tego typu zabaw część zręcznościowa była tylko preludium do wymierzania "kar": przegrany ustawiał pięść na stole, a wszyscy pozostali uderzali w nią płaską monetą. Każdy oczywiście celował w kostki, bo najłatwiej było je przeciąć. Mina nauczyciela, który zobaczył kilku gości z zakrwawionymi rękami na lekcji - bezcenna.
Poza tym w podstawówce kolega załatwił kondensator i baterię 12 V, wtedy hitem stała się zabawa w "żywy przewód". No i jakie to był widok, jak kolegę obok napięcie "odrzucało". No i różne debilne pomysły, takie jak próba wywalenia korków w szkole poprzez zwarcie dwóch kabli włożonych do gniazdka(najodważniejszy kolega odpalił całość z trepa), spalenie klasowych firanek w piecu(nie wiem z czego były, ale strumień ognia buchnął aż po sufit), czy oddanie moczu na gąbkę(pech chciał, że była moja kolej ścierania tablicy; nauczycielka próbowała mnie zmusić, ale nie dałem się przekonać; skończyłem z uwagą:)). Ale i tak najlepsza akcja była, jak w zimę nie było ogrzewania i cała klasa siedział w kurtkach na lekcji. Wtedy właśnie zamarzło nam akwarium:D. |
aż sie dziwię,że nie wrzuciliście grzałki do wody,w końcu szkoda, by rybki zamarzły:-)
|
rybki kupowałem na Starowiślnej( dawniej Boh.Stalingradu) w sklepie Pana Adama Futro i czasem na giełdzie na Podwawelskim.To była moja druga pasja zaraz po piłce.W Trzebini gdzie mieszkałem też za różowo nie było, z komuny pamietam gre w kapsle całymi dniami, zbierałem zdjęcia piłkarzy z gazety "Tempo".Niestetty wszytsko już poszło nie z mojej winy na makulature czego żałuje
|
Cytat:
Generalnie, klasowe zwierzęta miały przerąbane. O rybkach już wspominałem, zamarzły nam dwie papużki, jedna świnka morska zdechła z przeżarcia(akurat, gdy trafiła do mnie na "łikend"):lol: Ale za to jaką dziewczyny miały radość kiedy żyła, cytuję: "Łaa, patrz, wszystko je!". Może jeszcze kiedyś opiszę moje traumatyczne przeżycia sanatoryjne("Wieniec Zdrój", barak numer dwa). |
Ja grałem(a nawet jeszcze gram) w króla, ale to na zasadach koszykówki - stoi się w rządku na lini osobistego i rzuca, kto trafi zamienia sie z miejscem z ziomkiem z prawej strony, jak świeca to z lewej, jak przejdzie wszystko to może w nastepnej serii stać pod koszem, zbierać piłki i trafiać do kosza)
Też pamietam rózne żetony, naklejki, obrazki jak sie zbierało... Gumy ,,szok" też dobrze pamiętam - aż jeszcze się krzywie jak o nich wspomne. Na kosza była moda... pamiętam jak sam chciałem zostać koszykarzem (do I klasy podstawówki jeszcze piłki nożnej nie lubiałem). Pamięm jak kiedys rodzice kupili mi na placu jakimś koszulkę Zidane'a. Pamiętam jeszce tą niebieską koszulkę z dyszką... |
taaaa.... pamiętam dość dobrze jak wtedy, pod choinkę mamie kupiłam kilo cytryn wystanych w megakolejce parę godzin... byłam dumna że udało mi się je dostać...
pamietam też mleko w proszu w niebieskim woreczku - jadłam je "na sucho" łyżkami :) tak samo jak Visolvit i Vibovit wyjadany obślinionym placem wprost z opakowania... ehhh ale to miało smak :) na 1 maja było mnóstwo odpustów i pamietam takie imitacje jojo - trociny zapakowane w świecący woreczek na gumce, wiatraczki, i kólko z rączką które pchało się przed sobą... jak to się ma do dzisiejszych zabawek którymi bawią się dzieci??... skakałam wtedy w gumę i w kabel (taka mega długa skakanka) a na dobrabockę leciał "Plastuś", "Miś Uszatek" i "Pyza na polskich drogach", jak sie pojawiła "Pszczółka Maja" to było szlaeństwo :) |
Cytat:
|
Cytat:
temat skojarzeń juz chyba przerabialiśmy.... :> |
| Wszystkie daty podane są w GMT +1. Aktualna godzina to 22:03. |
Zasilane przez vBulletin v. 3.8.7. Copyright © 2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.
© 1998 - 2023 forumwisly.pl