Forum Kibiców Wisły Kraków

Forum Kibiców Wisły Kraków (https://forumwisly.pl/index.php)
-   Wisła Kraków - piłka nożna (https://forumwisly.pl/forumdisplay.php?f=5)
-   -   Nibylandia czyli polityka sportowo-finansowa Wisły Kraków (https://forumwisly.pl/showthread.php?t=1318)

Ogryzek 24.09.2008 22:19

Ekstraklasa - raport finansowy

http://www.wislakrakow.com/www/showa...rticleid=19161

Pierwsza 10 rankingu przychodów klubów

1. Zagłębie Lubin - 32 mln zł
2. GKS Bełchatów - 26,9 mln zł
3. Lech Poznań - 25 mln zł
4. Korona Kielce - 18,3 mln zł
5. Wisła Kraków - 18,2 mln zł
6. Legia Warszawa - 16,2 mln zł
7. Cracovia Kraków - 13,4 mln zł
8. Arka Gdynia - 13,2 mln zł
9. Dyskobolia Grodzisk Wlkp. - 12,8 mln zł
10. Widzew Łódź - 10,1 mln zł

sharkey 26.09.2008 20:55

Najgorszy jest brak sponsora. gdyby on był byłyby pieniądze na rozwój młodzieży, gdyby była młodzież nie trzeba by było kupować i utrzymywać piłkarskich emerytów, którzy do klubu nic nie wnoszą, gdyby było więcej zaoszczędzonych pieniędzy można by kupić kilku klasowych piłkarzy, a gdyby byli lepsi piłkarze to były by lepsze wyniki co przyciągnęło by sponsorów do klubu, ale my niestety jesteśmy dopiero na początku tej długiej drogi.

LooNatyk 26.09.2008 21:24

wie ktos dokladniej jak ten ranking byl sporzadzony? bo niektore wyniki finansowe sa na prawde dla mnie dziwne..

szejkspir 26.09.2008 21:30

Przychody podzielono na 3 kategorie:
dzień meczu (przychody ze sprzedaży biletów, karnetów, katering), transmisje (to chyba jasne), komercja (przychody z umów sponsorskich, reklam, sprzedaży koszulek i pamiątek).

Tutaj w/w artykuł:

Ranking [Forbes 10/08, str. 32]
Daleka droga do zysków


Cytat:

Po raz drugi firma Deloitte zbadała źródła przychodów krajowych klubów piłkarskich. Jak się okazało, w 2007 r. łączne przychody wszystkich klubów ekstraklasy (grających w sezonie 2007/2008 w najwyższej klasie rozgrywkowej) wyniosły 209 mln zł i były o 15 proc. wyższe niż rok wcześniej. Pod uwagę wzięto trzy podstawowe źródła przychodów: wpływy od sponsorów, sprzedaż praw do transmisji telewizyjnych oraz przychody z dnia meczu. We wszystkich trzech kategoriach kluby ekstraklasy (łącznie) zanotowały w 2007 r. wzrost.
Na pierwszy rzut oka zestawienie jest dość zaskakujące. Po raz drugi z rzędu klubem o najwyższych przychodach okazało się Zagłębie Lubin, do którego kasy w 2007 r. wpłynęło 32,4 mln zł (wzrost o 55,1 proc. w porównaniu z 2006 r.). Drugie miejsce przypadło PGE GKS Bełchatów z 27 mln zł, trzecie Lechowi Poznań, który zgromadził 25 mln złotych. Dwa kluby, które w ostatnich latach zdominowały krajowe rozgrywki ligowe - Wisła Kraków i Legia Warszawa - znalazły się dopiero na miejscach piątym i szóstym. Skoro przychody tych dwóch klubów są niemal dwa razy niższe niż przewodzącego zestawieniu Zagłębia i znacz-nie niższe niż PGE GKS oraz Lecha, czy można postawić tezę, że w polskiej piłce zmienia się układ sił?
Nie. Po pierwsze wiadomo już, że zestawienie za 2008 r. będzie wyglądało zupełnie inaczej. Zagłębie Lubin nie tylko nie obroniło tytułu w sezonie 2007/2008, ale za kupowanie meczów w sezonie 2003/2004, kiedy grało jeszcze w II lidze, zostało karnie zdegradowane o jedną klasę rozgrywkową.
- Obecnie dysponujemy zdecydowanie mniejszymi środkami - mówi Andrzej Zalejski, prezes PGE GKS Bełchatów.
Przychody obydwu klubów są bardzo niezrównoważone - większość wpływów pochodzi od sponsorów (w Bełchatowie 81 proc., w Lubinie 76 proc.).
- Skala zaangażowania w sponsoring wynikała ze zdobycia przez GKS w 2006 roku wicemistrzostwa ekstraklasy i miała stworzyć podstawy do zbudowania silnej drużyny, która zadomowi się w czołówce najlepszych zespołów klubowych w Polsce - mówi Dominika Tuzinek-
-Szynkowska, rzecznik prasowy PGE. - W ostatnim sezonie GKS Bełchatów nie spełnił oczekiwań sponsora. Po jego zakończeniu sporządzono szczegółową analizę efektywności sponsoringowej marki PGE w kontekście działalności GKS Beł-chatów. Jej wyniki były wysoce niesatysfakcjonujące. Także atmosfera wokół klubowej piłki nie zachęca sponsorów do większego zaangażowania - dodaje.

Dzień meczu dostarcza obydwu klubom jedynie 4 proc. przychodów. W sezonie 2007/2008 frekwencja na meczach GKS była jedną z najniższych w lidze. Lepiej pod tym względem stoi Zagłębie, na którego stadion przychodziło w zeszłym sezonie średnio 5,8 tys. kibiców (80 proc. pojemności trybun), ale pod względem przychodów z dnia meczu klub z Lubina wyprzedza osiem innych drużyn ekstraklasy. Wniosek wydaje się jednoznaczny: obydwaj liderzy nie mają potencjału, który pozwalałby im myśleć o zagoszczeniu w finansowej czołówce ekstraklasy na stałe.

Za wzorcową uznawana jest sytuacja, w której trzy podstawowe źródła przychodów dostarczają mniej więcej tyle samo pieniędzy. Daleko do tego również Lechowi Poznań, ale w finansowej czołówce ten klub radzi sobie najlepiej. Ma najwyższą frekwencję w lidze i co za tym idzie, największe wpływy z dnia meczu. Po połączeniu z Amiką Wronki SSA i przejęciu 100 proc. akcji przez produkującą sprzęt AGD Amikę Wronki zyskał również możnego sponsora. Na miarę oczekiwań zaczęła wreszcie też grać drużyna, czego dowodem jest nawet nie tyle zwycięstwo 6:0 w meczu z solidnym europejskim średniakiem w Pucharze UEFA (Grasshop-pers Zurich), co powołanie do reprezentacji Polski na mecze ze Słowacją i San Marino pięciu piłkarzy Lecha.
- Skoro jesteśmy w czołówce pod względem finansowym, jest naturalne, że oczekujemy adekwatnych do tego wyników sportowych - mówi Arkadiusz Kasprzak, wiceprezes zarządu Lecha. - Nasz długoterminowy plan finansowy zakłada, że przychody z każdego źródła będą rosły w tempie 15 proc. rocznie.
Żeby jednak obraz finansów krajowych klubów był pełny, niezbędne jest spojrzenie w rachunek wyników i bilanse sportowych spółek akcyjnych. Choć do pełnej przejrzystości finansowej w krajowym futbolu daleko, to jednak sportowe spółki akcyjne mają obowiązek publikacji wyników finansowych w Mo-nitorze Polskim B. Wprawdzie dzieje się to ze znacznym opóźnieniem (znamy dopiero wyniki za 2006 r.), ale mimo wszystko lektura jest bardzo interesująca. Pokazuje, że na obecnym etapie rozwoju to nie przychody klubów decydują o budżetach, ale chęć ich głównych udziałowców do łożenia pieniędzy na futbol. Można się spotkać z opiniami, że wynika ona z ich miłości do piłki nożnej. Wydaje się jednak, że równie ważnym czynnikiem jest tutaj potencjał klubów dających w przyszłości szanse odzyskania wyłożonych pieniędzy.
W 2006 r. warszawska Legia zanotowała stratę netto w wysokości 17 mln złotych. Niewiele większe były przychody. Jak to się dzieje, że przy wpływach rzędu 20 mln zł klub stać na 45-milionowy budżet? Odpowiedź jest prosta: musi się zadłużać. I jedynym źródłem finansowania może być właściciel lub podmioty od niego zależne. Trudno bowiem, żeby pożyczkodawcą był bank, jeśli klub praktycznie nie dysponuje majątkiem trwałym, a jedynymi jego znaczącymi aktywami są piłkarze.
Dlatego zobowiązania Legii na koniec 2007 r. przekraczały 80 mln zł, co przy aktywach rzędu dwudziestu kilku milionów i rokrocznie ujemnych przepływach gotówkowych jest kwotą astronomiczną. Zgodnie z prawem oznacza to tyle, że co roku akcjonariusze muszą na walnym zgromadzeniu głosować nad dalszym istnieniem firmy. Jeśli pod wpływem sportowych niepowodzeń czy po dojrzałym biznesowym namyśle dojdą do wniosku, że dalsza działalność nie ma sensu, Sportowa Spółka Akcyjna Legia przejdzie do historii.

W identycznej sytuacji znajduje się dysponująca podobnym budżetem Wisła Kraków. Od ośmiu lat zobowiązania klubu utrzymują się na poziomie 80 mln złotych. Tak jak Legia zależna jest od ITI, tak byt Wisły opiera się na Tele-Fonice Bogusława Cupiała. Związek Wisła-Tele-Fonika, choć pozwala klubowi z Krakowa skutecznie walczyć o prymat na krajowym podwórku, to jednak nie zawsze wydaje się dla klubu korzystny. Produkcja kabli jest bowiem biznesem cyklicznym - Tele-Fonika osiąga duże zyski w okresie silnego wzrostu gospodarczego, ale potrafi też być na minusie w okresach dekoniunktury (w latach 2002-2003 straciła łącznie 105 mln zł). Ponieważ większość produkcji sprzedaje na eksport, na jej wyniki niekorzystnie wpływa także umocnienie złotego. Prezes Marek Wilczek jednak zdecydowanie zaprzecza, jakoby brak transferów przed walką o Ligę Mistrzów z Anderlechtem Bruksela w 2003 roku czy bardzo ograniczone wzmocnienia przed obecnym sezonem były pochodną mniejszych zysków Tele-Foniki. - W 2007 roku rzeczywiście odnotowaliśmy spadek przychodów, ale wynikało to z niskiego miejsca w lidze w sezonie 2006/2007 [Wisła była ósma i było to jej najgorsze miejsce, odkąd sponsorem klubu jest Tele-Fonika - red.] i tym samym braku awansu do europejskich pucharów oraz wygaśnięcia umowy z Browarami Tyskie, które były naszym głównym sponsorem - tłumaczy Marek Wilczek.
Zapewnia, że w 2008 r. będzie już zdecydowanie lepiej. Wisła znów jest mistrzem Polski, walczyła o awans do Ligi Mistrzów z Barceloną, wciąż ma szansę na fazę grupową Pucharu UEFA, choć pokonanie londyńskiego Tottenhamu wydaje się zadaniem ponad siły krakowian. Być może uda się nawiązać do najlepszych pod względem finansowym lat 2004-2005, kiedy roczne przychody wynosiły 27-28 mln złotych. W dwa lata klub zarobił netto łącznie prawie 20 mln złotych.
Jednak warunkiem tak dobrego wyniku finansowego jest sukces sportowy. W sezonie 2002/2003 Wisła pod wodzą Henryka Kasperczaka grała w piłkę efektownie i skutecznie. W Pucharze UEFA wyeliminowała włoską AC Parmę i niemiecki Schalke 04, odpadła dopiero w IV rundzie po pasjonującym dwumeczu z Lazio.
- Na kolejny sezon sprzedaliśmy karnety na cały stadion, nasza działalność rzeczywiście bilansowała się - wspomina prezes Wilczek.
Jednak duże zyski w następnych latach wynikały przede wszystkim ze sprzedaży wypromowanych grą w pucharach zawodników. Demontaż mistrzowskiej drużyny i obniżenie klasy sportowej natychmiast przełożyły się na wyniki finansowe. I zabawa zaczęła się od nowa.
- Problemem polskich klubów jest zbyt duża zależność wyniku finansowego od osiągnięć sportowych. Proszę spojrzeć na Borussię Dortmund: bez względu na to, które zajmuje miejsce w lidze, rok w rok sprzedaje 40 tys. karnetów - mówi Marek Wilczek. Choć Wisła nie ma szans osiągnąć takiego wyniku choćby z tego względu, że klubowy obiekt po przebudowie będzie mieścić 34 tys. kibiców, to jednak zwiększenie pojemności stadionu ma być jednym z filarów planu zakładającego regularne osiąganie zysku przez krakowski klub. - Przebudowa stadionu zakończy się w 2010 r., więc w następnym roku planujemy już na trwałe wyjście na plus - deklaruje.
Dopiero kiedy dzięki efektownej grze drużyny i nakręconej przez Euro 2012 koniunkturze stadion zapełni się kibicami, będzie można zastanowić się, jak rozwiązać problem zadłużenia Wisły wobec Tele-Foniki.

Nawet w perspektywie kilku lat zysków nie obiecuje Leszek Miklas, prezes Legii Warszawa. Owszem, kierowany przez niego klub zamierza w 2012 r. wejść na giełdę i już w 2011 r. być na plusie, ale tylko jeśli wziąć pod uwagę zysk operacyjny powiększony o amortyzację (EBITDA), a nie wynik netto.
- Wyobrażam sobie, że przy nowoczesnej infrastrukturze klub, którego ambicje nie wykraczają poza krajową ligę, będzie przynosił zyski. Jednak przychody klubów, które w miarę regularnie grają w Lidze Mistrzów, wynoszą minimum 100 mln euro - mówi Miklas. Takich kwot krajowe kluby nie będą w stanie wyciągać nawet wtedy, gdy po Euro 2012 nowoczesne stadiony szczel-nie wypełnią się kibicami. - Być może do regularnej gry w Lidze Mistrzów wystarczy w Polsce 50 mln euro, ale żeby osiągnąć ten pułap, niezbędne będzie wsparcie ze strony właścicieli - dodaje.
Z trzech czołowych klubów Legia wydaje się w najtrudniejszej sytuacji ze względu na konflikt z kibicami. Zadymy organizowane pod hasłem "Legia to my" nie tylko utwierdziły opinię publiczną w przekonaniu, że kibic Legii to chuligan, ale bezpośrednio uderzyły w finanse klubu.
- Tydzień po burdach na stadionie Vėtry Wilno [lipiec 2007 r. - red.] mieliśmy podpisać umowę sponsorską z firmą z Hiszpanii. Kiedy Hiszpanie zobaczyli w Eurosporcie, co się wydarzyło, wycofali się z kontraktu - mówi Leszek Miklas.
Legia została wykluczona z europejskich pucharów, a w ostatnim sezonie frekwencja spadła do 8,3 tys. widzów na mecz. A przecież w 2010 r. ma być oddany do użytku nowy stadion na blisko 35 tys.widzów. - Wiem jedno: jeśli będziemy akceptować agresywne zachowania pewnej grupy naszych kibiców, palenie rac na stadionie i wulgarne przyśpiewki, to nie mamy szans na wypełnienie nowego stadionu kibicami - tłumaczy prezes Legii. Zapewnia, że na nowym stadionie będzie miejsce dla najbardziej zagorzałych sympatyków klubu (jedna z trybun ma mieć 7 tys. miejsc stojących), ale muszą oni zachowywać się zgodnie ze standardami wyznaczonymi przez klub.

W rachunku wyników wyraźnie zaznaczają się różnice między czołowymi krajowymi klubami. Nawet przy założeniu, że Zagłębie Lubin i GKS Bełchatów utrzymałyby obecny poziom przychodów, nie byłyby w stanie dorównać budżetami Legii i Wiśle i tym samym wytrzymać w dłuższej perspektywie konkurencji na boisku. Wyniki netto obydwu klubów oscylują wokół zera (strata Zagłębia w 2006 roku jest wyjątkiem od tej reguły), zadłużenie utrzymuje się na umiarkowanym poziomie. Limit ich budżetów jest ograniczony przez przychody, co oznacza, że nie są w stanie zaoferować piłkarzom tak wysokich kontraktów jak potentaci. Pośrednią strategię finansową wybrał Lech - jego właściciel (Amica Wronki) wprawdzie akceptuje straty klubu, ale z roku na rok są one coraz mniejsze. W 2007 r. deficyt Lecha wyniósł 2,8 mln złotych.
- Kładziemy nacisk na kontrolę kosztów i w 2009 r. zamierzamy wyjść na zero - deklaruje Arkadiusz Kasprzak.
Jako jedyny klub z wielkiej trójki Lech (zalicza się do niej także Wisła i Legia) nie jest nadmiernie zadłużony: zobowiązania i rezerwy na zobowiązania na koniec 2007 r. wyniosły 15,1 mln zł przy aktywach rzędu 26,5 mln złotych.
Odpowiedzi na pytanie, czy krajowe kluby piłkarskie są w stanie regularnie przynosić zyski, można próbować udzielić na podstawie raportu Deloitte. Na początek przeanalizujemy fakty mniej optymistyczne. Owszem, łączne przychody klubów grających w ekstraklasie z roku na rok rosną. W dalszym ciągu jednak piłkarski biznes gromadzi rocznie tyle pieniędzy co jedna przeciętna giełdowa spółka. Piętnastoprocentowe tempo wzrostu przychodów też nie jest imponujące: spółki giełdowe produkujące dobra konsumpcyjne bądź handlujące nimi, które w 2006 r. miały przychody rzędu 100-200 mln zł, w 2007 r. zwiększyły je średnio o 22 procent.
Spójrzmy na angielską Premier-ship, niedościgły wzór w zarabianiu pieniędzy na futbolu. Mię-dzy sezonem 1991/92 i 2006/07 średnioroczne tempo wzrostu przychodów wy-niosło 16 procent. Skoro w takim tempie rozwija się dojrzały rynek, to wydaje się naturalne, że nasz raczkujący futbolowy biznes powinien robić to szybciej.
Jeśli spojrzeć na przychody klubów austriackich, szwedzkich, portugalskich czy holenderskich, grających w piłkę w krajach o znacznie mniejszej liczbie mieszkańców, potencjał krajowej piłki wydaje się znaczny. Dojdziemy do podobnych wniosków, jeśli przychody klu-bów grających w najwyższej klasie rozgrywkowej przyrównać do produktu krajowego brutto danego kraju. Jako punkt odniesienia dla oszacowania potencjału krajowej ligi wzięliśmy grupę siedmiu krajów, dla których dysponowaliśmy danymi i w których piłka nożna jest najpopularniejszym sportem (Anglia, Niemcy, Hiszpania, Włochy, Francja, Holandia, Portugalia). W tej grupie średnia relacja przychodów klubów z najwyższej klasy rozgrywkowej do PKB wynosi średnio 0,94 promila.
Relatywnie najwięcej pieniędzy jest w piłce portugalskiej (1,5 promila), najmniej we francuskiej (0,54 promila). Natomiast 209 mln zł przychodów krajowych klubów odpowiada 0,2 promila polskiego PKB. Czy to znaczy, że inwestorzy mają prawo oczekiwać czterokrotnego wzrostu przychodów krajowej ligi, co wielu klubom pozwoliłoby osiągnąć rentowność? Biorąc poprawkę na rodzime warunki klimatyczne, być może jako punkt odniesienia należałoby przyjąć Austrię, gdzie relacja przychody ligi/ PKB wynosi 0,6 promila.
- Jestem sceptyczny co do możliwości osiągnięcia rentowności nawet przez najsilniejsze w kraju kluby w ciągu 3-4 lat - uważa Paweł Homiński, zarządzający aktywami w Noble Funds TFI. Ho-miński znany jest z tego, że nie boi się inwestować w małe spółki, nawet jeśli te przynoszą stratę, pod warunkiem że w dłuższym horyzoncie widać perspektywy zysków.
- Generalnie cały wzrost przychodów będzie absorbowany przez wzrost kosztów. Widząc, że klu-bowi dobrze idzie, piłkarze zawsze będą domagać się podwyżek, a prezesi będą skłonni wydawać więcej, żeby przyciągnąć dodatkowych widzów - prognozuje Paweł Ho-miński.

Oczywistym katalizatorem, który powinien pomóc uruchomić finansowy potencjał tkwiący w krajowym futbolu, jest budowa stadionowej infrastruktury na Euro 2012. - Kluczem do dalszego rozwoju krajowych klubów jest zbudowanie właściwego wizerunku futbolu w Polsce. To musi być sport, który niesie ze sobą przede wszystkim pozytywne emocje - uważa Leszek Miklas. Jak daleko nam do tego stanu, pokazał ostatni mecz reprezentacji Polski z San Marino. Kilku-setosobowa grupa kibiców najpierw naubli-żała PZPN w czasie, gdy grano narodowy hymn, a kiedy zaczął się mecz, zachęcała naszych piłkarzy to strzelenia "k....wom gola".

Autorem rankingu polskich klubów
piłki nożnej jest Deloitte.
Partnerami medialnymi rankingu są
nSport i Przegląd Sportowy

leszekm 30.09.2008 06:53

Mniej kibiców na meczach Wisły

http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,358...ach_Wisly.html

Perek 30.09.2008 06:55

ale np na mecz Lech - Piast Gliwice bilety było po 30-45 zł. Tyle samo co na mecz Wisła - Arka.

LooNatyk 30.09.2008 08:13

Ceny biletow sa wysokie i nie ma co temu zaprzeczac. 30-35 zl to duzo dla kogos kto chcialby przyjsc na mecz, i nie ma co zaslaniac sie, ze w karnecie taniej. Bo bilety sa dla ludzi i nie kazdy musi posiadac karnet.
Z taka cena zapelnienie stadionu bedzie bardzo trudne.

Ale z drugiej strony to tez szukanie dizury w calym przez GW, oczywsite bylo ze frekwencja spadnie, bo spadla pojemnosc. A to jest ze soba neirozerwalnie zwiazane. Jak stadion mial 10 tys pojemnosci, srednia to bylo 6-7 tysiecy. Jak mial 21 tysiecy, srednia to 16 tysiecy. Teraz ma 15 tys., a srednia bedzie w granicach 10. Wszystko sie wiec zgadza :-]
Jak wybydujemy 30 tysiecznik, to sadze, ze spokojnie srednia nam do 20 tysiecy podskoczy. Oczywiscie, jezeli cena biletow nei bedzie tak strasznie szybko rosla(50% w ciagu roku to koszmarnie duzo).

EDIT: zreszta patrzac na wypelneinie srednia w stosunku do poejmnosci, to w tym sezonie jest to ok 73%, w tamtym bylo ok 75%.. roznica minimalna. A przeciez gralismy w tamtym roku dwa topowe mecze z Lechem i Korona. Teraz tylko z Lechem(z calym szacunkiem, ale Arka to nie Korona z tamtego sezonu). Po za tym w tym roku w kilku meczach typowo nie dopisala pogoda.. etc. etc. :-]

Kwaki 30.09.2008 14:45

Nie bierzesz pod uwage, ze w pierwszych 2 meczach w tamtym sezonie nie bylo otwartego D.

dynek.pl 02.10.2008 20:18

Taka mnie refleksja naszla dzisiaj na meczu, ze obecnosc takiego Lobodzinskiego w Wisle (choc dzisiaj zagral nawet powyzej swojej sredniej) podwaza w ogole sens kontraktow motywacyjnych. Bo co z tego, ze ma on takowy jak nie ma zadnej konkurencji i gra w kazdym meczu i czy sie stoi czy sie potruchta to meczowe dostaje.

3rider 03.10.2008 08:53

Taka kwestia na tapete, jakis czas temu kilka osob zwracalo uwage na problem braku wysokiego srodkowego napastnika, ktory w przypadku kiedy zajdzie potrzeba "gonienia" wyniku w waznych meczach (jak wczoraj z TT) jest po prostu niezbedny! Wczoraj Skorza desygnowal do gry na tej pozycji srodkowego obronce... Nic dodac, nic ujac. To de facto podsumowanie dzialalnosci tzw. zarzadu Wisly..

Niech nikt nie mydli nam oczu, ze aspirujemy do LM czy PUEFA jesli mamy takie braki kadrowe! Poza tym jeszcze jeden absurd, ktorego ja zupelnie nie rozumiem - mamy teoretycznie swietnie dosrodkowujacych skrzydlowych, ale kto ma walczyc w polu karnym w powietrzu?

ps. temat horrendalnych cen biletow na mecze pucharowe to kolejny kamien do ogrodka milionerow w zarzadzie. Mam nadzieje, ze sie nachapali kasy za wejsciowki i oczywiscie relacje tv (z ktorej wyplaca sobie kolejne premie zamiast zainwestowac w wysokiego atakujacego). Zastanawiam sie, kiedy zaczna myslec O KIBICACH, a nie tylko o KASIE KIBICOW. Zapewne nigdy.

gorogoro 03.10.2008 11:32

ehh.. ceny biletów są wysokie... za wysokie.. jakby nie patrzeć w Polsce życie nie rozpieszcza większości osób, które często starają się wiązać koniec z końcem..oni nie pójdą na mecz.. choćby byli nie wiem jakimi kibicami.. bo jest drogo.. sam jestem na stażu.. mam miesięcznie trochę ponad 650zł.. i co? w miesiącu jest kilka meczy.. jakby Wisła jeszcze awansowała do UEFA albo jeszcze lepiej.. do LM .. to co? bilety na każdy mecz po 120 zł i więcej? +bilety na mecze ligowe, PP i PE.. jeszcze jakbym dziewczynę chciał wyciągnąć... to ile bym miał kasy na 'swoje wydatki' kilka złotych? albo nawet bym musiał się zapożyczać żeby oglądać mecze...

Sloth 03.10.2008 17:07

Jesteśmy już po zakończeniu udziału Wisły w europejskich pucharach w sezonie 2008/09.

Można podsumować, że polityka sportowo-finansowa Wisły po raz kolejny przegrała.

Dokładnie tak samo jak np: w latach 2003,2005,2006, z których Bogusław Cupial nie potrafił wyciągnąć należytych wniosków i powielił wszystkie dawne błędy. Po raz kolejny potwierdziło się, że długofalowo nie można odnosić poważnych sukcesów i rozwijać klubu, opierając politykę kadrową na 3 filarach:
a) regularna sprzedaż najlepszego zawodnika raz na rok, czyli osłabianie składu
b) tylko "darmowe transfery"
c) brak reinwestycji pieniędzy ze sprzedawanych piłkarzy w godnych następców

I jeśli nadal ta "strategia" będzie obowiązywać w Wiśle, nasz klub nigdy bardziej się sportowo nie rozwinie, długofalowo pozostając w regresie. Zapomnijmy, że przy tej polityce nagle przestanie nam zawsze "czegoś brakować" w superważnych meczach.

Tym bardziej szkoda, bo takie zespoły jak Tottenham, czy wcześniej Panathinaikos, Vitoria, Valerenga, a nawet Anderlecht, były w momencie pucharowych dwumeczów jak najbardziej w zasiegu naszego klubu. Niestety, polityka "góry" skutecznie oslabiala zespół, odbierając mu zawsze zbyt wiele, aby mógl w decydującej chwili przeważyć szalę na własną korzyść.

Przypmnę: przed Anderlechtem i Valerengą utraciliśmy Kosę, Uche i Kuźbę, przed Panathinaikosem Zurawskiego i Szymkowiaka, teraz przed Tottenhamem Dudkę, a wcześniej znów Kosowskiego i Błaszczykowskiego...Jestem przekonany, że ponieważ tak niewiele zawsze brakowalo, gdyby Ci piłkarze w tych ważnych meczach byli, lub byli sprowadzeni w ich miejsce odpowiedni zastępcy, znajdowalibyśmy się już dawno w innym, znacznie lepszym miejscu, z innymi wynikami.

Gdyby ktos potrafił zliczyć straty, jakie poniosla Wisła przez obowiązywanie tej polityki, pewnie niejednej osobie włos zjeżyłby się na głowie. Dlatego mam nadzieję, że w końcu przyjdzie na Cupiała otrzeźwienie i zmieni ją. W tym roku Lech mu dobitnie pokazal, co należy robić przed europejskimi pucharami i że nie trzeba wcale wyrzucać wielu milionów dla znaczącego poprawienia sytuacji i przeważenia szali w krytycznym momencie tym razem na naszą korzyść. .

flamengista 03.10.2008 17:48

Sloth,

wszystko ok, tylko zastanówmy się. Cupiał kupuje Neia, dobrego ofensywnego pomocnika i zatrzymuje Jaśka Paulistę jako opcję na skrzydło.

Załóżmy nawet optymistycznie, że dzięki tym trzem zawodnikom udało się przejść Tottenham. I co? Czy awans do fazy grupowej PUEFA i wielce prawdopodobne bęcki w niej zrównoważyły by kontrakty tej trójki? I kwotę wydaną na transfery dwójki?

Tymczasem przyjęta obecnie strategia, choć musi razić swoją zachowawczością jest na swój sposób racjonalna. Prowadzimy superoszczędną politykę transferową, ale i tak mamy silny skład na ligę i nadal spore (choć nie jesteśmy faworytem) szanse na Mistrza.

Oszczędności te pozwalają na przeczekanie bardzo trudnego okresu - najbliższych 1,5-2 lat, kiedy to nie będziemy grali na własnym stadionie. A to wiąże się ze sporymi kosztami.

Oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że po tym okresie nagle Cupiał zacznie znowu inwestować we wzmocnienia, ale przynajmniej można zrozumieć czemu tego nie robi teraz.

Natomiast mam nadzieję, że przy tych oszczędnościach nie zacznie winić się świetnego trenera Skorży, że nie zrobił cudu w postaci awansu. Moim zdaniem jaki skład, takie i wymagania. Skorża wyciska z tego materiału ludzkiego absolutne maksimum i tyle.

Sloth 03.10.2008 19:00

Cytat:

Pierwotnie napisane przez flamengista (Post 611429)
Sloth,

wszystko ok, tylko zastanówmy się. Cupiał kupuje Neia, dobrego ofensywnego pomocnika i zatrzymuje Jaśka Paulistę jako opcję na skrzydło.

Załóżmy nawet optymistycznie, że dzięki tym trzem zawodnikom udało się przejść Tottenham. I co? Czy awans do fazy grupowej PUEFA i wielce prawdopodobne bęcki w niej zrównoważyły by kontrakty tej trójki? I kwotę wydaną na transfery dwójki?

Myślę, że spokojnie tak - same wpływy z transmisji telewizyjnych i z biletów za dodatkowe mecze z atrakcyjnymi rywalami na własnym stadionie spokojnie "spłaciłyby" takiego przykładowego Neia. Albo pieniądze wydane wcześniej na Łobodzińskiego czy Matusiaka spokojnie pozwoliłyby na podniesienie kontraktu takiemu Kosowskiemu, z którego w takich ważnych meczach zawsze Wisła miała ogromny pożytek. O pieniądzach z Dudki czy z Błaszczykowskiego już nie wspominam.

Ale zostawmy to, bo w gruncie rzeczy nie o to chodzi, źle postrzegasz problem Flamengista.

Tu nie chodzi o kalkulowanie i bilans krótkofalowy, pod kątem jednej rundy, ale długofalowy. Wiśle potrzebne są nawet najdrobniejsze punkty w rankingu UEFA, dla sytuacji w kolejnych sezonach i osiągania lepszych dochodów długofalowo, w przyszłości. Każdy mecz ma tu znaczenie, każde zwycięstwo, zwłaszcza, że zmienią się reguły kwalifikacji do LM. Potrzebujemy poprawy współczynnika jak ryba wody. Ten awans byłby bardzo potrzebny również w kontekście następnych lat i sytuacji finansowej Wisły wówczas, jej perspektyw.

Na wydatki transferowe i wyniki należy patrzeć w takiej szerokiej, wieloletniej perspektywie - transfery nie muszą zawsze spłacać się już podczas najbliższej rundy.

Mnóstwo pieniędzy straciliśmy przez to, że przez wiele lat te nadmierne oszczędności sprawialy, iż drużynie zawsze brakowało umiejętności w meczach, które śmiało mogła przy odrobinie większych "zbrojeniach" wygrać, bo często byliśmy gorsi od przeciwników minimalnie, właśnie o błysk, jedną lepszą reakcję jednego zawodnika, jeden zablokowany przez RN transfer.

Polityka pogłębiania przepaści dzielącej nas od zachodu, regularnego regresu i osłabiania drużyny, nie robienia nic w sprawach scoutingu, bazy treningowej, nigdy nie jest długofalowo bezpieczniejszym rozwiązaniem dla sytuacji i perspektyw klubu.

WHITE*STAR 03.10.2008 21:27

Cytat:

Pierwotnie napisane przez flamengista (Post 611429)
Sloth,

wszystko ok, tylko zastanówmy się. Cupiał kupuje Neia, dobrego ofensywnego pomocnika i zatrzymuje Jaśka Paulistę jako opcję na skrzydło.

Załóżmy nawet optymistycznie, że dzięki tym trzem zawodnikom udało się przejść Tottenham. I co? Czy awans do fazy grupowej PUEFA i wielce prawdopodobne bęcki w niej zrównoważyły by kontrakty tej trójki? I kwotę wydaną na transfery dwójki?

Tymczasem przyjęta obecnie strategia, choć musi razić swoją zachowawczością jest na swój sposób racjonalna. Prowadzimy superoszczędną politykę transferową, ale i tak mamy silny skład na ligę i nadal spore (choć nie jesteśmy faworytem) szanse na Mistrza.

Oszczędności te pozwalają na przeczekanie bardzo trudnego okresu - najbliższych 1,5-2 lat, kiedy to nie będziemy grali na własnym stadionie. A to wiąże się ze sporymi kosztami.

Oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że po tym okresie nagle Cupiał zacznie znowu inwestować we wzmocnienia, ale przynajmniej można zrozumieć czemu tego nie robi teraz.

Natomiast mam nadzieję, że przy tych oszczędnościach nie zacznie winić się świetnego trenera Skorży, że nie zrobił cudu w postaci awansu. Moim zdaniem jaki skład, takie i wymagania. Skorża wyciska z tego materiału ludzkiego absolutne maksimum i tyle.

Każdy medal ma dwie strony... Nie ma co ukrywać, że jeżeli Wisła wydałaby 1,5 mln € na świetnego fizycznie, młodego obrońce Santosu grającego w reprezentacji Brazylii U21 i pozyskała doświadczonego prawego obrońce, mającego niezłe występy za sobą w europejskich pucharach do wzmocnienia konkurencji na prawej obronie za 300 tys € to 9/10 Wiślaków skakałoby z radości. Natomiast, że Wisła pozyskała obu zawodników za darmo to się krzywda dzieję. Do tego konsekwentnie realizuję taktykę kontraktów motywacyjnych i pozbywa się dość dobrych zawodników, uważając nieco i słusznie, że na Wisłę są za słabi, jak np. Dudu. Przy tym sprzedają jednego Dudkę za niezłą kasę, mimo że ten miał akurat prawo odejść na prawie webstera to wielkie osłabienie. W sprawię transferu Brożka mimo, że były głosy nawet nie dyskutowali. Więc ktoś tu mówi o osłabieniach? Wisła się tak naprawdę lekko wzmocniła. Natomiast teraz ta druga strona. W 2 rundzie el. LM byliśmy rozstawieni i mimo, że trafiliśmy na najmocniejszą drużynę spoza rozstawień awansowaliśmy. To dowodzi, że byliśmy pewniakiem już wcześniej do awansu do 3 fazy. W 3 rundzie trafiliśmy znów na najmocniejszą drużynę jaką była Barcelona i oczywiście w dwumeczu nie mieliśmy szans, jednak jest dalej Puchar UEFA, gdzie wiadomo, że nie będziemy losowani z ostatniego koszyka (byliśmy z 3 od końca) i najmocniejszym rywalem na jakiego mogliśmy trafić był Tottenham, do awansu zabrakło naprawdę niewiele, śmiem twierdzić, że tylko i wyłącznie szczęścia. Tak więc czy gdybyśmy wzmocnili się piłkarzami jeszcze za jakieś 1,5 mln €, wzmacniając nasz skład nie pokonalibyśmy "Kogutów"? Śmiem twierdzić, że bylibyśmy teraz razem z Lechem w fazie grupowej. Jednak znów się pojawia pytanie co trzeba wzmocnić. Przed sezonem nikt nie wiedział, że Zieńczuk z najlepszego ligowca stanie się kulą u nogi, tak więc o lewe skrzydło się czepiać nie można. Na prawej pomocy nieźle zagrał w obu meczach Łobodziński, jak i Boguski. Sądzę, że żaden nowy prawoskrzydłowy w naszym zasięgu nie zagrałby lepiej. Rozgrywający? Przecież to Jirsak strzelił bramkę Tottenhamowi na wyjeździe grając niezły mecz. Defensywny pomocnik? Zagrałby lepiej niż zgrana ze soba para Sobolewski-Cantoro świetnie znająca taktykę? Prawą obrone wzmocniliśmy i wygląda bardzo dobrze, defensywa też wzmocniona i nowy obrońca także nie grałby lepiej niż starzy obrońcy. Piotr Brożek grał natomiast w Krakowie świetny mecz, więc tu też wzmocnień nie trzeba. Bramkarz? Pawełek jakąś bramkę zawalił? Pozostaje nam jedynie sprawa wysokiego napastnika, którego Wisła chciała kupić, jednak z arabską kasą nie da się rywalizować. Poza tym nie sądzę, aby strzelił bramkę w Londynie lub Krakowię. Co do wzmocnień jestem na tak, jednak spkojnie trzeba, z głową...

arti 03.10.2008 22:00

White Star
Odeszli: Dudka, Kokos, Paulista, Matusiak, Dudu
Doszli: Singlar, Marcelo, Małecki (?)...

... i "Wisła się tak naprawdę lekko wzmocniła"
nie wygłupiaj się chopie

darotsok73 03.10.2008 22:33

Szokujący jest fakt że polskie kluby wogóle nie uczą się na własnych błędach. Sukcesik w lidze- nieważne czy podium czy mistrzostwo i od razu demolka składu, odejście najlepszych, kluczowych zawodników, bezpodstawna napinka działaczy , deklaracje i cele sportowe kompletnie bez pokrycia a potem oczywista i bolesna klęska, rozdrapywanie ran, szukanie winnego(przeważnie trener leci) i od nowa cały cyrk. Zero ciągłości ,zero konsekwencji.Jak ktoś myśli logicznie i chce coś osiągnąć to podpatruje i naśladuje lepszych. Z jakich i czyich wzorów my Polacy korzystamy? Z żadnych. Trener jak prowadzi drużynę 2 lata to jest wręcz weteranem. Kibice po ciągłych porażkach odwracają się od piłki, nie ma kasy ,i kółko się znowu zamyka, a nas leją już kraje i kluby tak egzotyczne i prowincjonalne że wstyd wymieniać.

WHITE*STAR 03.10.2008 22:42

Cytat:

Pierwotnie napisane przez arti (Post 611571)
White Star
Odeszli: Dudka, Kokos, Paulista, Matusiak, Dudu
Doszli: Singlar, Marcelo, Małecki (?)...

... i "Wisła się tak naprawdę lekko wzmocniła"
nie wygłupiaj się chopie

Matusiak grał przewspaniale, Dudu także to napastnik na miarę europejskich pucharów. Kokoszka w meczu z Ukrainą potwierdził, że był podporą naszej drużyny, w dodatku jego odejście to nie nasza wina. Dudka musiał w końcu odejść, a Paulista fakt, że dobry Joker. Pozyskaliśmy Marcelo i Singlara, Małecki wrócił z wypożyczenia i może powoli starać się zastępować Paulistę. Dwójkę defensywnych pomocników jeszcze mamy, na ławkę i na ligę chyba Barretto starczy, poza tym Bednarz już stara się pozyskać zawodnika z Fluminense, nie jest źle, a będzie dobrze.

flamengista 04.10.2008 14:08

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Sloth (Post 611458)
Tu nie chodzi o kalkulowanie i bilans krótkofalowy, pod kątem jednej rundy, ale długofalowy.

No, my o tym samym ale mamy zupełnie inne zdanie. Przecież nie sztuka zrobić sukces w jednej rundzie, a potem popaść w długi. Najbliższe 2 lata (nasz budżet rozliczany jest rocznie, nie sezonowo) to ciężkie lata - zabraknie wpływów z biletów (sukcesem będzie, jak wyjdziemy na zero - przy wynajmie cudzego stadionu).

Jakoś krytycy polityki oszczędności lekką ręką "odpuszczają" te przychody i bagatelizują ich stratę. A przecież to minimum 2-3 mln złotych rocznie, jeśli nie więcej.

Mówisz - ze sukces w PUEFAspłaciłby Neia. W najlepszym wypadku - sumę transferu (800-900 tys. €). A kontrakt w wysokości 300 tys. €?

Cytat:

Wiśle potrzebne są nawet najdrobniejsze punkty w rankingu UEFA, dla sytuacji w kolejnych sezonach i osiągania lepszych dochodów długofalowo, w przyszłości.
Niestety, uciułanie punkcików w tej rundzie (nawet przy ew. awansie z grupy!) niewiele da, bo ostatnie lata zostały zmarnowane.

Tak naprawdę tragiczna w skutkach była porażka z Dinamo Tibilisi, która kosztowała nas rozstawienie w el. do LM w kolejnym sezonie.

Teraz mamy tak żałośnie mało punktów, że startujemy i tak od zera.


Moim zdaniem następne 2 lata trzeba przeczekać, umiejętnie przeczesując rynek w poszukiwaniu zawodników pokroju Marcelo. Ew. kupując młodego, zdolnego napastnika który za jakiś czas zastąpi Brożka.

Dopiero po zbudowaniu stadionu można snuć mocarstwowe (tzn. jak na nasze możliwości - a więc ew. sukcesy w PUEFA i szczęśliwy awans do LM) plany.

Raphael 04.10.2008 15:14

Cytat:

Pierwotnie napisane przez darotsok73 (Post 611589)
Szokujący jest fakt że polskie kluby wogóle nie uczą się na własnych błędach. Sukcesik w lidze- nieważne czy podium czy mistrzostwo i od razu demolka składu, odejście najlepszych, kluczowych zawodników, bezpodstawna napinka działaczy , deklaracje i cele sportowe kompletnie bez pokrycia a potem oczywista i bolesna klęska, rozdrapywanie ran, szukanie winnego(przeważnie trener leci) i od nowa cały cyrk. Zero ciągłości ,zero konsekwencji.Jak ktoś myśli logicznie i chce coś osiągnąć to podpatruje i naśladuje lepszych. Z jakich i czyich wzorów my Polacy korzystamy? Z żadnych. Trener jak prowadzi drużynę 2 lata to jest wręcz weteranem. Kibice po ciągłych porażkach odwracają się od piłki, nie ma kasy ,i kółko się znowu zamyka, a nas leją już kraje i kluby tak egzotyczne i prowincjonalne że wstyd wymieniać.

Zgadzam się ale też czasem (zazwyczaj?) ciężko jest utrzymać największe gwiazdy w kadrze kiedy kluby zagraniczne mogą im zaoferować kilkukrotnie wyższą pensję. Mimo wszystko zawsze można sprowadzić solidnych następców wykorzystując środki pozyskane na transferach najlepszych graczy. Spośród mistrzów Polski ostatnich lat dotychczas chyba tylko Legia i Widzew no i może Wisła, kiedy toczyła boje z Realem Madryt, wzmacniały się znacząco przed eliminacjami do LM. Ciekawe czy to się zmieni w nowych realiach, w których już nie można trafić na Real, Barcelonę czy inny klub podobnego pokroju.

Coolpick 04.10.2008 15:36

flamengista, do reszty sie nie odnosze, ale:
Cytat:

Pierwotnie napisane przez flamengista (Post 611806)
Niestety, uciułanie punkcików w tej rundzie (nawet przy ew. awansie z grupy!) niewiele da, bo ostatnie lata zostały zmarnowane.

Tak naprawdę tragiczna w skutkach była porażka z Dinamo Tibilisi, która kosztowała nas rozstawienie w el. do LM w kolejnym sezonie.

Teraz mamy tak żałośnie mało punktów, że startujemy i tak od zera.

To jest wg mnie chore podejscie do sprawy. Bo wiadomo, ze punktow do rankingu nie uzbiera sie w jednym sezonie, ale kiedys w koncu do cholery trzeba sie za to zabrac! Ranking klubowy to sprawa dlugofalowa, a przy nowym systemie rozgrywek w pucharach bedzie on mial jeszcze wieksze znaczenie.

eye63 04.10.2008 16:42

Cytat:

Pierwotnie napisane przez WHITE*STAR (Post 611554)
Przed sezonem nikt nie wiedział, że Zieńczuk z najlepszego ligowca stanie się kulą u nogi, tak więc o lewe skrzydło się czepiać nie można. Na prawej pomocy nieźle zagrał w obu meczach Łobodziński, jak i Boguski. Sądzę, że żaden nowy prawoskrzydłowy w naszym zasięgu nie zagrałby lepiej. Rozgrywający? Przecież to Jirsak strzelił bramkę Tottenhamowi na wyjeździe grając niezły mecz. Defensywny pomocnik? Zagrałby lepiej niż zgrana ze soba para Sobolewski-Cantoro świetnie znająca taktykę? Prawą obrone wzmocniliśmy i wygląda bardzo dobrze, defensywa też wzmocniona i nowy obrońca także nie grałby lepiej niż starzy obrońcy. Piotr Brożek grał natomiast w Krakowie świetny mecz, więc tu też wzmocnień nie trzeba. Bramkarz? Pawełek jakąś bramkę zawalił? Pozostaje nam jedynie sprawa wysokiego napastnika, którego Wisła chciała kupić, jednak z arabską kasą nie da się rywalizować. Poza tym nie sądzę, aby strzelił bramkę w Londynie lub Krakowię. Co do wzmocnień jestem na tak, jednak spkojnie trzeba, z głową...

Ja przewidywałem i nawet pisałem, żeby Zieńczuka opchnąć jeszcze w zimie, poza tym konkurencji na skrzydle nigdy nie brak, więc tam akurat była dziura do zapełnienia. Prawa pomoc zgoda. Jirsak strzelił bramkę i zszedł po pół godziny w meczu w Krakowie, gdzie nikt nie miał go jak zastąpić - więc ofensywny pomocnik, przynajmniej taki na zmianę też był do kupienia. Jakkolwiek z manewrami w obronie się poniekąd zgadzam, to uważam, że kupiony w zimie a najpóźniej na początku lata defensywny pomocnik zagrałby lepiej niż Cantoro (ot choćby taki Boateng z Beitaru). Co do wysokiego napastnika, bramki by może nie strzelił, ale wystarczyło zobaczyć ile Marcelo siał popłochu w defensywie TT, bo w końcu był ktoś, kto umiał skoczyć do piłki, bez tego Woodgate i King nawet na klęczkach by wybijali te piłki głową.

Cytat:

Pierwotnie napisane przez flamengista (Post 611806)
No, my o tym samym ale mamy zupełnie inne zdanie. Przecież nie sztuka zrobić sukces w jednej rundzie, a potem popaść w długi. Najbliższe 2 lata (nasz budżet rozliczany jest rocznie, nie sezonowo) to ciężkie lata - zabraknie wpływów z biletów (sukcesem będzie, jak wyjdziemy na zero - przy wynajmie cudzego stadionu).

Jakoś krytycy polityki oszczędności lekką ręką "odpuszczają" te przychody i bagatelizują ich stratę. A przecież to minimum 2-3 mln złotych rocznie, jeśli nie więcej.

Mówisz - ze sukces w PUEFAspłaciłby Neia. W najlepszym wypadku - sumę transferu (800-900 tys. €). A kontrakt w wysokości 300 tys. €?

Niestety, uciułanie punkcików w tej rundzie (nawet przy ew. awansie z grupy!) niewiele da, bo ostatnie lata zostały zmarnowane.

Tak naprawdę tragiczna w skutkach była porażka z Dinamo Tibilisi, która kosztowała nas rozstawienie w el. do LM w kolejnym sezonie.

Teraz mamy tak żałośnie mało punktów, że startujemy i tak od zera.

Moim zdaniem następne 2 lata trzeba przeczekać, umiejętnie przeczesując rynek w poszukiwaniu zawodników pokroju Marcelo. Ew. kupując młodego, zdolnego napastnika który za jakiś czas zastąpi Brożka.

Dopiero po zbudowaniu stadionu można snuć mocarstwowe (tzn. jak na nasze możliwości - a więc ew. sukcesy w PUEFA i szczęśliwy awans do LM) plany.

Zapominasz o tym, że kasa za prawa tv też się zwiększa, bez wyników i medialnych zawodników, nie mamy też żadnego poważnego sponsora. Jeśli jest tak, jak mówisz, że planujemy przykręcić pasa przez najbliższe dwa lata, to wystarczy stadion w Tarnowie (bo na cholerę Śląski, skoro w nic w Europie nie celujemy). Problemem jest kasa na modernizację stadionu, ale może Tarnów wyłoży część kasy. Druga sprawa, kwestia wynajmu, myślę, że też jest szansa na dogadanie się. Trzecia sprawa, to nasza zgoda, będzie zawsze ok. 10 tys. ludzi (z nami), a ta średnia może być wyższa, bo w Tarnowie dobrej piłki nigdy nie widziano.
Tak naprawdę jedyną rzeczą, która cholernie psuje rachunek finansowy jest tylko i wyłącznie Cupiałowy dług, za który płacimy gigantyczne jak na nasze możliwości odsetki, a on sam zmniejsza się w ślamazarnym tempie.

Sam sukces w UEFA by Neia nie spłacił, ale może spłaciłby go jakiś możny sponsor, który chciałby rozreklamować się w Europie. Poza tym, kasa za prawa tv do spotkań z Barceloną i Tottenhamem, to też nie są grosze. Wyobraź sobie, że trafiamy na jeszcze jakichś atrakcyjnych rywali w grupie (bo o wyjściu nie ma co myśleć) - kolejna dobra kasa, a z naszym szczęściem do wylosowywania najmocniejszych - całkiem możliwe.

Co do Marcelo, takich piłkarzy wielu nie będzie, bo to są pieniądze za darmo. Bednarz tym transferem spłacił chyba swoją 10-letnią pensję w Wiśle.
Poza tym, dla tego obrońcy będzie lepiej, jak po dwóch latach Wisłę opuści, bo widać gołym okiem, że ma zadatki na grę w czołowych ligach europejskich.

Wiśle brak obecnie czterech rzeczy:
1. Stadionu(już w budowie) i bazy treningowej z prawdziwego zdarzenia
2. Uregulowania długu u Cupiała
3. Długofalowej polityki finansowej, połączonej ze znajomością futbolowego świata
4. Całej siatki ludzi pracujących dla klubu od strony finansowej, marketingowej itd.

A plany mocarstwowe trzeba snuć już teraz, bo za parę lat, będziemy snuli plany jak wyprzedzić Lecha w tabeli...

flamengista 04.10.2008 16:52

No ba.

Jasne - trzeba konsekwentnie zdobywać punkty w europejskim rankingu.
Jasne - trzeba powoli budować sensowne podstawy dla solidnego funkcjonowania klubu.

Fajnie by było, gdyby Cupiał znowu miał ochotę na budowanie Wisły z aspiracjami na coś więcej niż tylko sukcesy w kraju.

Ja tylko piszę, że w obecnej sytuacji wreszcie można się dopatrzeć racjonalnych działań po stronie właściciela Wisły. Nie są to może działania na miarę naszych oczekiwań i marzeń, ale dobre i to.

Sloth 05.10.2008 16:09

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Flamengista
No, my o tym samym ale mamy zupełnie inne zdanie. Przecież nie sztuka zrobić sukces w jednej rundzie, a potem popaść w długi. Najbliższe 2 lata (nasz budżet rozliczany jest rocznie, nie sezonowo) to ciężkie lata - zabraknie wpływów z biletów (sukcesem będzie, jak wyjdziemy na zero - przy wynajmie cudzego stadionu).

Jeszcze mniejszą sztuką jest przez rok tak „oszczędzać”, by w kolejnych sezonach klub popadł w trwające wiele lat problemy sportowe i również finansowe. To nie jest żaden argument ani usprawiedliwienie.

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Flamengista
Jakoś krytycy polityki oszczędności lekką ręką "odpuszczają" te przychody i bagatelizują ich stratę. A przecież to minimum 2-3 mln złotych rocznie, jeśli nie więcej.

Chyba się jednak nie rozumiemy. Chodzi właśnie o to, że my tak „oszczędzając” krótkoterminowo 2-3 mln zł, długoterminowo tracimy znacznie więcej WYŁĄCZNIE z powodu tych nadmiernych oszczędności. Dług przy tej polityce w ostatnich latach w ogóle nie zmalał, jak niegdyś potwierdzali najpierw Heler, a potem Wilczek!

Myślisz, że np.: nie wydając pieniędzy na nowy kontrakt Kosowskiego, zyskaliśmy więcej sportowo i finansowo, niż gdybyśmy to zrobili?

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Flamengista
Mówisz - ze sukces w PUEFAspłaciłby Neia. W najlepszym wypadku - sumę transferu (800-900 tys. €). A kontrakt w wysokości 300 tys. €?

Nie, ja mówię coś całkiem innego - że zawodnika nie spłaca jedna runda gry w danym klubie. Transfery zwykle spłacają się latami (to jest norma i standard!) i w takiej perspektywie należy na nie patrzeć, a nie czy bilety z paru dodatkowych meczów od razu zdołają coś pokryć, czy nie.

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Flamengista
Niestety, uciułanie punkcików w tej rundzie (nawet przy ew. awansie z grupy!) niewiele da, bo ostatnie lata zostały zmarnowane.

Czyżby wiec sens ciułania punkcików polegał tylko na zbieraniu ich pod kątem najbliższego sezonu, dwóch? Bo do tego w gruncie rzeczy sprowadza się to Twoje zdanie. To złe podejście.

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Flamengista
Teraz mamy tak żałośnie mało punktów, że startujemy i tak od zera.

I? Myślisz, ze obecny nieudany sezon w pucharach nie będzie odbijal się nam czkawką za 2-3 lata, gdy znów się okaże, że paru punkcików zabraknie?

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Flamengista
Jasne - trzeba konsekwentnie zdobywać punkty w europejskim rankingu.
Jasne - trzeba powoli budować sensowne podstawy dla solidnego funkcjonowania klubu.

A więc trzeba tak postępować, aby to robić, a nie na odwrot.

Nie jak teraz Cupiał jedynie konsekwentnie utrudniając zdobywanie punktow w europejskim rankingu i nie robiąc kompletnie nic w fundamentalnych sprawach dla budowy solidnego funkcjonowania klubu (np.: poprawianie bazy treningowej, scoutingu, sukcesywne wzmanianie i rozwijanie drużyny etc.)

W ciągu ostatnich lat nie było widać żadnych racjonalnych i przemyślanych działań właściciela klubu - jedynie powielanie w kółko tych samych błędów z 2003, 04 i 06 roku. Klub się nie rozwija, polityka kadrowo-transferowa nadal jest zła, a w sprawach organizacyjno-strukturalnych nie dzieje się nic naprawdę pozytywnego. Europa coraz bardziej nam ucieka.

westersyl 05.10.2008 19:00

Jesteśmy teraz w trudnej sytuacji, nikt nie wie na czym stoimy, wszędzie gdzie się spojrzy jest źle. Nie mamy już pucharów, brak marketingu i coraz mniej kibiców na stadionie, nasz kadra która wciąż ma dużo słabych punktów, brak bazy szkoleniowej i młodzież której nie daje większych perspektyw, brak jakiś dalszych planów rozwoju klubu bo od kilku ładnych lat stoimy w miejscu, cały czas posiadamy zawodników którzy bez skutku od ładnych paru lat podbijają europejskie puchary, tak można wymieniać w nieskończoność.

Nikt z kibiców nie wie jaki klub ma plan na dalsze funkcjonowanie, moim zdaniem wskazane byłoby aby Cupiał wygłosił jakiś oświadczenie w których opisuje strategie rozwoju klubu jeśli takie coś w ogóle istnieje jak "rozwój klubu" bo z tego co ja widzę to telefonika cały czas idzie do przodu a Wisła stoi w miejscu lub się cofa. Prezezs Wiczek też siedzi cicho jakby nic się nie stało a klub rozwijał się tak jak należy.

Kiedy SKWK uda się załatwić spotkanie z kimś z otoczenia Cupiała bo na wizytację jego samego chyba nie ma co liczyć. Przecież kiedyś były próby na czym to stanęło ?

Cała walka o rozwój klubu spoczywa na barkach trenera Skorży, niedługo może będzie jeszcze walczył o EURO dla Krakowa i zaistnienie marketingu w Wiśle. Kiedy w końcu zawalczymy o lepsze jutro !?

Michael_PL 05.10.2008 19:13

Sam nie wiem co napisac.. westersyl wszystko napisał. Obecnie jest ciezko. Nawet patrzac na ludzi w Młynie na D3. Guli mobiluzuje wszystkich aby dopingowali Wisłe mimo wszystko, a tu sie widzi sytuacje - gdy Wisła wygrywa to jest ok, a gdy przegrywa to juz zaczynaja sie problemy. Chciałbym doczekac takiego momentu- chociazby w przerwie zimowej- jest podpisana umowa o budowie nowych 3 boisk treningowych, jest podpisany kontrakt z graczem z Fluminense Romeu(o czym juz inforomowano ze moze do tego dojsc), chcialbym zeby poinforomowano ze Wisła podpisala kontrakty z 5 młodymi talentami z nizszych lig ktorzy beda grac w Młodej Ekstraklasie, chcialbym bramkarza klasowego który w koncu stanie miedzy slupkami Wisły. Wogole duzo rzeczy bym chcial, byly by budojuące zarówno dla mnie jak i dla innych kibiców, no ale mamy niestety tą naszą szarą Polske..

westersyl 05.10.2008 20:57

Nie wiem gdzie to napisać ale wydaję mi się że tu jest najlepsze miejsce.

Panowie co się dzieje z naszą młodzieżą !? Zobaczcie na kadrę większość ma ponad 20 lat, duża liczba chłopaków przekracza 22 lata. Ja się pytam co to ma być do cholery ?! Mam takie wrażenie że bierzemy udział w wyścigu pod tytułem "mistrzostwo młodej ekstraklasy" co jest dla mnie śmieszne, oni mają się tam uczyć grać w piłkę a nie uczyć jak wygrywać mecze. Nie wiem gdzie my wyszukujemy tych graczy i jakie kryterium o tym decyduję ale mam wrażenie że nie jest takie jak trzeba. My mamy brać bardzo młodych chłopaków, a my bierzemy ludzi którzy w swoim wieku powinni grać na szczeblu seniorskim !
Mam wrażenie że nasi "fachowcy" nie wiedzą co mają tam robić. Podstawowa kryterium jakim powinniśmy się kierować to warunki fizyczne. Dajmy na to dla pomocnika i skrajnego obrońcy, musi być szybki, dynamiczny i zwrotny, reszta jest mało istotna bo innych elementów to oni powinni uczyć się u nas w Wiśle od naszych trenerów. Ciężko jest spojrzeć na Legiię, gdzie wiekowość zawodników wiekowo nie przekracza 20 lat i gdzie w kwestii szkolenia młodzieży poczynili ogromne postępy o czym świadczy liczba młodych zawodników w pierwszej drużynie. Tak więc niech nasi dalej się bawią w "mistrzostwo młodej ekstraklasy" najlepiej to wspierajmy ich jeszcze seniorami (Dawidowski) aby zrobili lepszy wynik bo prezes patrzy. Dla mnie to mogą być do cholery nawet ostatni jeśli jeden zawodnik z młodej ekstraklasy przebije się do pierwszej 11 pierwszej drużyny.

edit: Zapomniałbym dodać, gdzie tam jest jakaś rotacja ? Cały czas te sama nazwiska ile czasu trzeba trzymać zawodnika aby określić czy się nadaje czy nie ?! Polowy grajków to już tam nie powinno być.

Adasss 06.10.2008 19:59

Dariusz Trela 05.12.1989 - 19 lat

Rafał Darda 09.05.1988 - 20 lat
Daniel Krasnodębski 28.01.1988 - 20 lat
Bartosz Rosłoń 13.06.1987 - 21 lat
Michał Jania 01.04.1990 - 18 lat
Wojciech Cygal ??.??.1989 - 19 lat

Paweł Zalewski 13.08.1988 - 20 lat
Daniel Brud 20.05.89 - 19 lat
Łukasz Burliga 10.05.1988 - 20 lat
Kamil Jeleń 08.10.1989 - 19 lat
Dawid Kwiek 22.01.1988 - 20 lat
Sebastian Janik 18.04.1989 - 19 lat
Artur Rado 26.03.1986 - 22 lata
Radosław Pindiur 29.01.1988 - 20 lat
Tomasz Jarosz 13.04.1988 - 20 lat
Maciej Żuchowicz 31.07.1988 - 20 lat
Mateusz Rajfur 10.02.1990 - 18 lat

Maciej Batko 04.02.1989 - 19 lat
Dawid Nabiałek 13.02.1988 - 20 lat
Patryk Jałocha 30.12.1990 - 17 lat

Hmmm, widzę, że kolejny "zawyżacz" wieku kadry naszej "młodzieżówki" się znalazł.

Cytat:

Pierwotnie napisane przez westersyl (Post 612490)
... Zobaczcie na kadrę większość ma ponad 20 lat, duża liczba chłopaków przekracza 22 lata. ...

Patrząc na kadrę powyżej to jakoś nie widzę uzasadnienia dla powyższego zdania. Większość chłopaków ma 20 lat, wielu poniżej, a dwóch powyżej. (Na marginesie sądzę, że obydwaj pozostają jeszcze w kadrze, ze względu na kontuzje, które nie pozwoliły znaleźć im nowego pracodawcy).

Jak ktoś chce się oburzyć, że nie ma w tym zestawieniu Cebanu, Kowalskiego, Szabata, Mączyńskiego czy Kmiecika to przypomnę, że są oni zawodnikami pierwszej drużyny! Cebanu jest trzecim bramkarzem, Kowalski i Kmiecik pozostali w klubie ze względu na brak transferów, Mączyńskiego nie udało się akurat nikomu wypożyczyć, jedynie co do Szabata nie mam pewności czemu pozostał w klubie.

A co do jakości naszej młodzieży. Jestem daleki od rozdzierania szat jakie tutaj robił nie tak dawno Kot, po spotkaniu ze Śląskiem.
Po pierwsze obecność wcześniej wymienionej piątki w klubie wynika głównie z braku wartościowych zakupów w lecie.
Po drugie oceniając tą generację nie należy zapominać, że należą do niej też Kokoszka (dzisiaj kończy akurat 22 lata) i Małecki (20 lat).
Czy mogło być lepiej? Pewnie tak, ale z wielu względów było i będzie o to bardzo trudno.
Po pierwsze i przede wszystkim: nie będzie nam łatwo ściągać tutaj ciekawych chłopaków mając takie warunki do treningów i gry jakie mamy! Wielu zdolnych chłopaków będzie wolało inne kluby, gdzie nieraz i warunki lepsze, lub przynajmniej podobne i szansa na grę w pierwszej drużynie większa. Moim zdaniem droga do poprawy wiedzie przez zwiększenie liczby szkolonych i zapewnienie im lepszych warunków już w młodszych grupach. I to będą mądrzej wydane pieniądze niż jakieś nerwowe i prawdopodobnie niewiele dające próby szukania uzupełnień do kadry drużyny aktualnie występującej w ME. Zresztą jak chodzi o zawodników tej drużyny to są to głównie zawodnicy w zeszłym sezonie drugoplanowi którzy mają dopiero pokazać, że mogą wziąć na siebie ciężar gry lub tacy, którzy dopiero teraz dostają szansę w pierwszym składzie. Ich wartość sprawiedliwie będzie można ocenić dopiero właśnie po tym sezonie.
A wracając do spotkania ze Śląskiem, to nie ulega wątpliwości, że gdyby nie "dziwna" polityka transferowa naszego klubu, to powinno było w nim zagrać jeszcze co najmniej trzech zawodników walczących o podstawowy skład w pierwszej drużynie.

P.S. Jeśli w plotkach o zwolnieniu Skorży jest choć cień prawdy, to mam dla RN idealnego kandydata. Może na piłce zna się słabo, ale na tym na czym najwyraźniej zależy naszej RN zna się świetnie. Nazywa się David Copperfield.

ameo 06.10.2008 20:52

co do polityki klubowej, to nie uważacie, że zarząd Wisły chciał baaaaardzo zaoszczędzić na transferach przed tym sezonem i ? Nikogo nie kupił nowego ? Biała Gwiazda ma najkrótszą ławkę rezerwowych z tego co wiem w ekstraklasie. A jak są zmiany podczas meczu, to wchodzi albo Niedzielan, albo Małecki...
Nie uważacie, że takie podejście klubu do sprawy ( słaba liga, to po co kupować nowych ? ) jest trochę nie poważna ?

Owszem, na zdobycie Mistrza Polski obecny skład TSW wystarcza. Ale jakieś puchary ? no to już nie...sami zresztą widzieliśmy jak przegraliśmy z Kogutami :(.

pzdr.

Estovic 08.10.2008 20:31

http://pilkanozna.pl/news.php?ID=99570

Ciekawe czy UEFA postawi nam ultimatum. Mam nadzieję, że tak będzie i Boguś wreszcie walnie się w łeb zmieniając ten chory system zarządzania klubem oparty na gigantycznych pożyczkach. Niestety bardziej prawdopodobne, że takich długów wewnętrznych UEFA nie potraktuje poważnie wychodząc z założenia, że to tylko metoda unikania podatku od darowizn.

Stanlej13 08.10.2008 20:45

Myślę też, że UEFA ma bardziej na myśli gigantów futbolu, rokrocznie zadłużających się o setki milionów euro niż nasz klub z jego "śmiesznym" budżetem.

szejkspir 08.10.2008 22:22

http://bi.gazeta.pl/im/3/5457/m5457453.gif

W ekstraklasie na kibolach nie zarobisz

Cytat:

- Jeśli polskie kluby nie wyrzucą z trybun chuliganów i nie zaproszą na stadion rodzin, nie będą zarabiać więcej - mówi Władysław Szwoch z firmy Deloitte, która przygotowała raport o pieniądzach w Ekstraklasie

Michał Szadkowski: Twierdzi pan, że gdyby Polacy procentowo wydawali na futbol tyle ile Anglicy, Hiszpanie czy Włosi, Ekstraklasa powinna mieć 226 mln euro przychodu. Przynosi ledwie 63 mln...

Władysław Szwoch: Gdyby wziąć pod uwagę liczbę ludności, nasz futbol powinien zarabiać 866 mln euro. Ale nie da się tego w ten sposób porównać, ponieważ gospodarki Anglii czy Hiszpanii są na wyższym poziomie niż nasza. Dlatego porównaliśmy PKB. Od prezesów klubów ciągle słyszymy, że ludzie są biedni i nie stać ich na przyjście na stadion. Stać ich, ale nie przyjdą na widowisko źle zorganizowane i niebezpieczne.

Czyli ci, którzy chcieliby przyjść na mecz, wydają pieniądze gdzie indziej?

- W centrach handlowych. Dlatego, że wiedzą, czego się mogą tam spodziewać. Na przykład, że toalety będą na odpowiednim poziomie. A na stadionie mogą zobaczyć brudnego toi toia. Chodzi o podstawy. Ludzie nie są masochistami i nie chodzą w miejsca, gdzie mogą oberwać. A jeżeli uważają, że mogą, na pewno nie wezmą dzieci. Rodzinny wyjazd na mecz nie jest rozważany jako możliwość spędzenia wolnego czasu. Konsumenci uważają, że nie byłyby to dobrze wydane pieniądze. Składa się na to wiele czynników. Wulgarny język, pijani na trybunach, burdy itd. Moje córki boją się ludzi pijanych. Nikt nie będzie trzymał dzieci w miejscu, gdzie źle się czują.

W połowie lat 80 podobnie było na angielskich stadionach, brakowało nawet toalet dla kobiet. Dziś stanowią one 33 proc. widzów Premier League.

- W Anglii przez ostatnie 20 lat zmienili się kibice. Coraz więcej jest widzów wykształconych, pracujących umysłowo, zarabiających powyżej średniej i, co najważniejsze, rodzin.

42 proc. widzów Premier League to wyższa klasa średnia.

- Niechby w Polsce na stadiony chodziła nawet niższa klasa średnia, bo na razie mecze obserwują albo ludzie bardzo odważni, albo tacy, którymi żaden sponsor nie jest zainteresowany.

Czy są w Polsce kluby, którym zależy, by Jan Kowalski zamiast do centrum handlowego przyszedł w niedzielę na stadion?

- Są. Najlepszym przykładem Ruch Chorzów, który wygenerował zainteresowanie 40 tys. ludzi na derbach Śląska w 2007 r. Ale wykształcić zainteresowanie jest łatwo. Trudniej spełnić oczekiwania, bo w Polsce nie potrafimy zorganizować widowiska piłkarskiego. Nie mamy problemów z koncertami czy meczami siatkówki, futbolu nie potrafimy. Np. nikt nie kontroluje, gdzie widzowie siadają. Gdy dotarłem na swoje miejsce na meczu z Azerbejdżanem w Warszawie, zajmował je osiłek w towarzystwie dwóch kolegów. Kiedy poprosiłem ochroniarza o pomoc, spojrzał na mnie jak na wariata. Organizatorzy muszą sprawić, by widz na stadionie czuł się podmiotem, a nie częścią niekontrolowanego tłumu. W Polsce nie sprawdza się dokładnie, co się wnosi na trybuny. Gdy byłem na meczu z Ekwadorem w Gelsenkirchen, przed wejściem nawet ciastka musiałem zostawić. A w Polsce na meczu z Belgią co drugi widz miał przy sobie colę z wódką. I jest to standard.

Ile w walce o kibica z centrum handlowego zależy od klubów, a ile od prawa? Działacze narzekają, że nie mają możliwości karania kiboli.

- Prawo nie ma nic do tego. Kluby szukają usprawiedliwienia dla nicnierobienia. W Polsce prawnie zabronione jest rzucanie w ludzi kamieniami. Organizator musi współpracować z policją. Trzeba po prostu chcieć.

W centrum handlowym ma pan dużo opcji spędzenia wolnego czasu. Na cywilizowanych stadionach Europy również. Kiedy w kwietniu byłem w Pireusie, stadion żył na długo przed meczem, ludzie niezwiązani z piłką siedzieli w kawiarniach i restauracjach. Polskie kluby nie mają do zaproponowania nic poza meczem.

- A muszą robić wszystko, by zatrzymać kibica na stadionie. Im więcej czasu na nim spędzi, tym więcej zje, tym więcej kupi gadżetów, tym więcej wyda pieniędzy. Tylko trzeba mu ten czas zorganizować. Chodzi o występy taneczne, konkursy, zabawy dla dzieciaków. Są w Polsce kluby, które już sobie z organizacją widowiska. Na Lechu średnia frekwencja wynosi 18 tys. widzów.

Może i tak, ale zażyłość pomiędzy kibolami a władzami Lecha wymyka się standardom europejskim. Zresztą pozytywne przykłady, które pan podał, to margines meczów rozgrywanych w Polsce.

- Ale wcześniej nie było ich w ogóle. To musi być zaraźliwe. Polacy uwielbiają sport i chcą na niego chodzić, co widać po siatkówce. Nie odstraszy ich zła pogoda. W USA byłem na meczach rozgrywanych w 20-stopniowym mrozie. Fantastyczne przeżycie, zmarznięci ludzie świetnie się bawią, robią piknik.

Tak jak Polacy na meczach reprezentacji?

- Profil kibica reprezentacji fundamentalnie różni się od tego chodzącego na ligę. Bilety na reprezentację są bardzo drogie i trudniej je dostać. Ci, których stać na kupno wejściówki, zakładają, że im podobni burd nie wywołają.

Czyli dopóki nie wyrzucimy ze stadionów kiboli i nie wpuścimy widzów na wyższym poziomie i rodzin, polskie kluby nie będą bogate?

- Tak, bo przychody z dnia meczu powinny być podstawowym źródłem finansowania klubów. One nie zależą od wyników. Dobrze zorganizowane widowisko zawsze przyciągnie widzów. Reszta zależy już od sukcesów. Sponsor chce wiedzieć, ile razy będziesz w telewizji. A tyle razy jesteś w telewizji, ile meczów wygrywasz. Spójrzmy na Celtic, który działa na bardzo małym rynku telewizyjnym i reklamowym. Największe przychody czerpie z dni, w których rozgrywany jest mecz. A pamiętajmy, że większość z nich to pojedynki z Kilmarnock, Motherwell i Hibernianem, czyli na niskim poziomie.

Nie ma zależności pomiędzy słabym poziomem spotkania a brakiem zainteresowania kibiców?

- Nie ma. Trudno, żebyśmy w Polsce stworzyli drugą Premier League, która stała się ligą globalną. Ale spójrzmy na drugą ligę angielską. Trudno powiedzieć, by grały tam gwiazdy, by prezentowały widowisko na najwyższym poziomie. Oczywiście pewna grupa ludzi chodzi na stadion, tylko jak drużyna wygrywa. Ale większość kibicuje drużynie niezależnie od wyników.

Ale w II lidze angielskiej zajmują się już wyrzuceniem nie chuliganów, bo tych nie ma, tylko ludzi, którzy przeklinają.

- Bo chcą sprowadzić na stadion jak najwięcej dzieci. Sześciolatek, który zakocha się w klubie, będzie mu kibicował także jako dorosły. Niezależnie od wyników i poziomu.

A na odwrót? Gdyby nagle na polskich boiskach zaczął biegać Ronaldinho, ściągnąłby na mecze rodziny?

- Oczywiście, że nie. Bez zmiany organizacji i zapewnienia bezpieczeństwa nikt normalny na stadion nie przyjdzie. Za to po transferze Ronaldinho pewnie wzrosłaby liczba abonentów Cyfry+. Niech pan sprawdzi, jak dużo widzów Cyfry+ ma dekoder tylko ze względu na Ekstraklasę. Prawdziwi kibice boją się i siedzą w domu. 130 zł miesięcznie nie jest dla nich problemem. Chcieliby wydać je na stadionach. Nie mogą.

Ale oni przed telewizorami siedzą już dziesięć lat. W normalnych piłkarsko krajach kibicowanie przechodzi z ojca na syna. W Polsce kibole wygonili kibiców z trybun. Nie wydaje się panu, że ta ciągłość została przerwana?

- Tak, ale bardzo łatwo ją odbudować, bo dzieci marzą o powiązaniu z klubem, z emblematem, one chcą obserwować mecze rozgrywane przy sztucznym świetle na nowych, podgrzewanych murawach. A te mają przecież już wszystkie kluby. Owszem, mamy grupę ludzi bardzo zapracowanych, którzy zyskali na transformacji ustrojowej. Sami na mecz nie pójdą, ale jeśli poproszą ich o to dzieci, przyjdą na pewno.

Kibole twierdzą, że jak wyrzuci się ich ze stadionów, to nikt na nie już nie przyjdzie.

- Co mam powiedzieć? Bzdura!

Z drugiej strony w Polsce wielu oczekuje, że po wybudowaniu nowoczesnych stadionów problem kiboli rozwiąże się sam.

- Bo będą mieli więcej ładniejszych krzesełek do wyrwania? Co się zmieni, jeżeli wpuścimy na stadion tych, którzy chodzą na mecze teraz? Nie zatrzymamy pijanych na bramkach, nie wymusimy, by siadali na swoich miejscach? Znowu odpalą 15 rac, wyrwą krzesełka i odstraszą rodziny i dzieci. Piękne stadiony szybko przestaną być piękne.

Czyli nie ma co liczyć, że Euro 2012 cokolwiek zmieni?

- Zwiększy zainteresowanie futbolem. Ale nie nauczy nas organizacji spotkań. Bilety będzie rozprowadzała UEFA, wiadomo, że nie trafią do tych, którzy nigdy na stadionie pojawić się nie powinni. Poza tym organizacja ME jest łatwiejsza od meczów klubowych. Pamiętajmy, że bilety na ten turniej będą towarem ekskluzywnym, reglamentowanym.

Kiedy Ekstraklasa będzie generować 226 mln euro przychodu?

- Powinna już w tej chwili. To da się zrobić bez nowych stadionów. Trzeba tylko wyrzucić chuliganów i popracować nad organizacją. Nie widzę powodów, dla których na polskie stadiony nie miałoby już dziś przychodzić średnio 15 tys. widzów. W latach 70. na mecze Lecha czy Arki przychodziło 30 tys. ludzi. Na Legię 20 tys. Dziś ich nie ma, dlatego że na stadionach pod względem organizacji nic się od tego czasu nie zmieniło, a wokół nich wszystko. Mamy lepsze sklepy, kina, samochody, a takie same stadiony.

Co myślicie o tym artykule w aspekcie marketingu w Wiśle?
Ostatnio z ciekawości zajrzałem na stronę Lecha. Uderzyło mnie, że tam aż 11 osób zajmuje się szeroko pojętym marketingiem!
Dla porówania - na naszej oficjalnej stronie (zaznaczam, że nie musi ona podawać pełnej listy pracowników - bo niby po co...) pod nazwą marketing widnieje chyba 1 nazwisko...

rofi 09.10.2008 08:46

Tak Lech chyba jest najbardziej rozwinięty pod względem marketingu,że to tak ujmę.Ale do rzeczy według mnie powinniśmy jako klub poprawić następujące rzeczy:

1.Ceny biletów/Karnety- ostatnim czasie jak wszyscy wiemy bilety są drogie co by tu dużo nie powiedzieć,niestety nie każdego stać na wydatek 30 czy 35 zł jeśli ma rodzinę a zarabia załóżmy 1000 zł zresztą podwyżki były wiadomo z przyczyn zamknięcia trybuny ''C''.Karnety wydaje mi się,że klub mógłby wprowadzić system ratalny z tego co mi wiadomo funkcjonuje on na Łazienkowskiej i ma się dobrze wiadomo każdy mówi a co tam zapłacić 200 zł na początku i będziesz mieć spokój ale tu drugi raz napiszę nie każdego stać na taki wydatek jeszcze jednorazowo czasy są ciężkie żyjemy w jednym z najdroższych krajów europy a pensje jakie są takie są.Jedną rzecz jeszcze bym poprawił bilety dla kobiet i dla dzieci,aby były tylko iwyłącznie na sektory A i B oczywiście dzieci za darmo,a Kobieta nie wiem czy u Nas tak jest za 1 zł.Ale to dopiero jak będziemy mieć wszystkie piękne trybunki to mogło by w jakiś sposób wydaje mi się poprawić nieco Nasz doping.

2. Brak atrakcji na meczach
- wydaję mi się,że ''atrakcje'' też kiedyś przyciągały ludzi na stadion.Atrakcje czyli pamiętam jak był taki czas kiedy jeszcze jak Adrian Ochalik był spikerem mówił,że proszę sprawdzić bo pod krzesełkami znajdują się bilety na następny mecz i cały sektor E w jednym chwili patrzy pod krzesełka :) Były również konkursy,że było podanych pare numerów biletów i zwycięscy mieli zgłosić się w przerwie po to aby strzelać karnego Juszczykowi,a ten co wygrał z tego co pamiętam dostawał zapas miesięczny ''Tigera''

Resztę zapomniałem jak sobie przypomnę to dopisze :P.Co do tego co wkleił Szekspir.Myślę,głupotą było by u Nas wprowadzenie i karanie za przeklinanie np na Kałuży wstęp miało by tylko 100 osób z wiadomych względów :P po za tym nie zapominajmy,że to jest piłka nożna.Anglia to Anglia nigdy do tego poziomu nie dojdziemy zarówno pod względem piłkarskim jak i marketingowym.W Polsce dobre czy nie dobre jest to,że klub może się zadłużać taka sytułacja nie ma prawa wystąpić w Lidze Francuskiej,gdzie kontrakty są wyższe od 30,40% od pensji jakie są w Hiszpani dlatego,że tam są bardzo wysokie podatki.

LooNatyk 09.10.2008 09:15

Z jedenj strony wiadomo jak jest, ale z drugiej.. W Anglii 20 lat temu tez pewnie mowili, ze nigdy do normalnego poziomu nie dojda. A tam jednak sie wszystko zmienilo :-]

Same przeklenstwa niestety, ale w 90% powoduja, ze mlodych(tych na prawde mlodych ;P) na stadionie za duzo nie zobaczymy. Taka u nas kultura, ze wiekszosc ludzi chroni dzieci przed tego typu zachowaniami.
Samemu ciezko mi sobie wyobrazic szesciolatka, ktory pyta sie mamy co/dlaczego oni spiewaja, a tam cala trybuna jedzie " Strzelcie ku*** gola.. " ;)

A racje trzeba przyznac, ze jak taki mlody czlowiek nawet kilka razy przyjdzie ogladac druzyne, gdzies tam sie do niej przywiazuje, na pewno mocniej niz stary pryk. Jest to wiec jakas droga rozwoju.

Po za tym, bylo juz duzo razy walkowane. Iz klub milion razy bardziej woli kibica bogatego, od tego przecietnego. Jak przyjdzie kibic bardziej zamozny, ustatkowany etc. np z dzieckiem zostawi w klubie z pewnoscia wiecej grosza, niz ten bardziej zagorzaly fanatyk, ktory jednak groszem nie smierdzi. Idealnei by bylo miec bogatych fanatykow :P

Pastor777 09.10.2008 10:44

Cytat:

Pierwotnie napisane przez szejkspir (Post 613812)

Świetny wywiad. Nie pozostaje nic innego jak zgodzić się z Deloitte. Największe przychody generują rodziny, ale dla nich tak naprawdę nie ma miejsca na stadionie. Gdybym mial dziecko, to tez nie zabrałbym Go na mecz. Wolałbym zainwestować w Cyfrę. Po prostu nie chciałbym wychować zamaskowanego kibola, który na dźwiek slowa Cracovia, myśli i mówi "k.rwa".

Pablo84 09.10.2008 11:12

Pastor, autentycznie jest mi Ciebie żal, bo jesteś kolejną ofiarą propagandy GW czy koncernu ITI.
Mam nadzieję, że kiedyś zmądrzejesz :-).Trzymam za to kciuki.

pan_premier 09.10.2008 11:14

cały artykuł to stek kłamstw i bzdur, już nie wspomnę o jego rynsztokowej formie.

Ja znam wiele rodzin które chodzą na meczei jakos nie maja problemu z dziećmi, koło mnie z tego co wiem siedzaludize z dyplomami najlepszych w Polsce uczelni, a także nad i pod dwie rodziny.
acha jest to saektor D4.

Podstawowa rzeczą która szkodzi marketingowi, sa właśnie takie kłamliwe artykuły, które jak widze przestają opisywac to co działo sie w latach 90. ,a idą dalej i opisują jako karygodne normalne zachowania pisząc, że normalnymi nie są . Oczywiście lud to kupi.

Jak przywołujecie Anglię, to moze lepiej dowiedzcie sie czy tam nie ma przekleństw, bo sie osmieszacie

Acha i jeszcze jedno: najwięcej anty i przekleństw spiewaja najczęściej dzieci i goście ok 40-50 który cały mecz nie śpiewaja.
Tylkożeby to wiedziec, na mecze trzeba chodzic

Marketing w nasym klubie to inna bajka, ale zrzucanie tego na barki rzekomego 'kibolstwa' to ignorancja, tepota, albo manipulacja

Pablo84 09.10.2008 11:34

Dokładnie.
Najbardziej jednak żal mi ludzi typu pastor.Biedak przeczyta GW, gdzie od dawno redaktorzy piszą według odpowiedniej linii, która ma na celu przejaskrawić i usunąć wyimaginowany huliganizm w Polsce, na potrzeby jednej z partii politycznych.

Jak to ****a jest, że 90% osób jakie znam na Wiśle to są osoby albo na dobrych państwowych studiach, z dobrą pracą i pozycją, osoby, które dały by się za Wisłę pokroić, a tu jakiś jebana pierdoła( (z GW) mi tu piszę, że rodziny na trybunach generują największe przychody.
Owszem generuje, ale jak odpowiedni poziom sportowy, odpowiednie komfort oglądania widowiska i gdzie jest odpowiednie zaplecze gastronomiczno sanitarnege.
Wisła może gwarantuje tego typu atrakcję?Poza laniem zespołów z polskiej ligi (choć juz coraz rzadziej) nie może zaproponować nic godnego uwagi, rodzinom z A i B,mimo to są pełne rodzin i dzieci.
Więc z czym do ludzi....
Redaktorek życzy sobie drugą Anglię, szkoda tylko, że anglicy coraz mniej jej chcą, bo skarżą się na to, że już nie jest futbol a teatr.
Ja też czasami mam wyższe potrzeby duchowe, jednak gdy takie się pojawiają to zamiast na mecz wolę się przejść do teatru pooglądać sztukę, a nie idę na stadion by podziwiać w skupieniu jak 22 chłopów biega i kopie się po czole.

Wiecie na co najbardziej narzekają angielscy kibice?Nie na to, że ktoś stoi, pali papierosa , czy dopinguje.Najbardziej narzekają na wszechobecne bluzgi a takich na angielskich stadionach pod dostatkiem.
Angielska telewizja mówi o kibicach Wisły jako jednych z najlepszych w Europie a tu jakiś błazny wrzucają do naszego ogródka coraz to większe kamienie.

Premier, gdzie Ty na D siedzisz? :lol:

KOMINEK 09.10.2008 11:35

Od 6 lat chodzę z synami. Starszy pierwszy raz poszedł jak miał 3 lata młodszy jak miał 2. Najpierw to była trybuna A potem E a teraz jesteśmy na D2. Młodzi skaczą śpiewaja i zarażaja entuzjamem kolegów - ostatnio wciągnęli dwóch sąsiadów w ich wieku a oni swoich rodziców . Wszyscy zaopatrzeni w szale , koszulki.

Jest umowa na stadionie mogą śpiewać gool gol gola strzelcie k.. a gola itp. w szkole w domu szlaban.

Jak myślicie że dzieci nie usłyszą w szkole w TV na ulicy całego ,,piękna" języka polskiego to jesteście naiwni.

I mam ndzieję że nigdy nie doczekam czasu że na R22 będzie tak jak na Stadionie Barcy gdzie przez ogromne tłumy ,,oglądaczy spektaklu" przebijały się śpiewy przyjezdnych ,,z dzikiego kraju".

kuba126 09.10.2008 11:48

Cytat:

Pierwotnie napisane przez KOMINEK (Post 613909)
Jak myślicie że dzieci nie usłyszą w szkole w TV na ulicy całego ,,piękna" języka polskiego to jesteście naiwni.

1906% racji. W szkole nasłuchają się znacznie, znacznie więcej przekleństw a to jakoś nikomu nie przeszkadza...GW to komuchy i nawet szkoda komentować to co piszą.

"Niechby w Polsce na stadiony chodziła nawet niższa klasa średnia, bo na razie mecze obserwują albo ludzie bardzo odważni, albo tacy, którymi żaden sponsor nie jest zainteresowany." Kolesia za przeproszeniem chyba p.......!!!! czy On był kiedys na stadionie??? chyba nie....


Wszystkie daty podane są w GMT +1. Aktualna godzina to 18:15.

Zasilane przez vBulletin v. 3.8.7. Copyright © 2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.
© 1998 - 2023 forumwisly.pl