![]() |
Cytat:
Cytat:
Na plus fajna ścieżka dźwiękowa i ładna Beyonce ( szczególnie w scenie przy kolacji) :> |
Precyzując: ostatnie 5 minut będzie się coś działo, ale niekoniecznie ciekawego.
Ostatnia scena mnie rozwaliła, skomentowałam że zaraz zaczną po ścianach chodzić jak w Matrixie, i jeszcze wątek Tarzana(nki) z żyrandolem... i potem te oczy... :lol: z Beyonce się zgadzam i ładnie wygląda i zaskoczyła naturalnością |
Cytat:
|
Akurat miałem wczoraj darmowe bilety na Miłość na wybiegu i skorzystałem. Gorąco odradzam. Ani jednej śmiesznej sceny (może Karolak trochę ratował), czego się spodziewałem już przed filmem. Jeszcze Lejdis, To nie tak jak myślisz kotku można było obejrzeć, choć też bez wyjątkowej przyjemności to ten jest szczególnie parszywy.
|
Cytat:
Cytat:
|
Cytat:
Jestem na świeżo po obejrzeniu filmu Bękarty wojny i wuażam, że tak glupiego filmu dawno nie widziałem. Już nie chodzi nawet oto, że film "odbiega" od rzeczywistości.Ale tylko amerykański idiota może się ucieszyć komiksową konwencją filmu. Szczerze to wylaczyłem po 15 minutach. Bo jak juz we Francji wieśiak z oficerem SS gada po angielsku(NA WYRAŹNE ZYCZENIE LANDEGO buahhahaa) to zaczyna mi sie cos dziać. A jak Hitler biega w płaszczu to juz przegięcie pały. Juz nie mowiąc o osobie Hugo Stiglitza, który jest poszukiwany niczym John Dillinger--na pierwszej stronie niemieskiej gazety..No mi sie juz po tym scyzoryk otworzył i do końca nie dotrwałem. Glupie i denne.. Coś na wzór Kill Bill vol.2... Bo jedynka akurat to wg mnie majstersztyk. Chodz i tak do Pulp Fiction daleko tym filmom. |
Nie widziałem (jeszcze) Bękartów i nie obraź się Panie Jotka, bo to nic osobistego, ale...
Czytając takie właśnie opinie, jestem w 100% przekonany, że będzie to kolejny zajebisty film Tarantino. |
Ja widziałam "Bękartów"i jestem zachwycona, zresztą pierwszy raz się spotykam z opinią że to kiepski film. Kunszt Tarantino w każdej minucie filmu jest widoczny, serdecznie polecam! Na pewno jeszcze nie raz obejrzę.
PS. A o co chodzi z wieśniakiem? że w szkole nie mógł mieć angielskiego? I co? Hitler jest znany z tego że nie chodzil w płaszczach? bo naprawdę nie czaję... dziwna argumentacja... |
Cytat:
(dla mnie dobry horror to taki, którego mogę wiele razy z "przyjemnością" obejrzeć - na przykład "It") Zrobiono tez smakosza 2 - mniej psychologii więcej flakow - rozpacz |
Dla mnie "Bekarty..." są najlepszym filmem jaki w tym roku widziałem. Jest to specyficzny film (jak większość Tarantino) więc nie każdemu się musi spodobać.
Cytat:
|
Filmu raczej nie obejrzę. Żeby wytrzymać na filmach Tarantino to trzeba nadawać na tych samych falach co on, a to to jedynie wybrańcy potrafią :rotfl:. Przeciętny reżyser to i filmy przeciętne.
Z jego twórczości to jedynie Sin City ujdzie. Od "Grindhouse', "Kill Bill" i innych "Od zmierzchu do świtu" przeciętnym kinomanom radziłbym się trzymać z daleka... Cytat:
|
Cytat:
Nowy "Star trek" wyszedl bardzo dobrze i dosc przyjemnie sie ogladalo. :) |
Cytat:
|
Cytat:
Kill Bill i 1 i 2 były po prostu miodzio :D No ale nie każdemu ten klimat smakuje. Bękartów nie widziałem ale mam nadzieję ,że będzie to Tarantino w formie ;) |
Cytat:
Hahaha... a mogę zapytać co dla Ciebie jest dobrym filmem i kto jest dobrym reżyserem? Obstawiam Green Street Hooligans.... Właśnie wróciłem z projekcji Bękartów. Ten film jest po prostu GENIALNY! Jak tylko wyjdzie DVD to pędzę do sklepu. Gra Pitta, gra Landy, scenariusz, muzyka, zdjęcia, humor - GENIALNY! Zabawne, że nazywasz przęciętnym reżyserem kogoś, kto był w jury Cannes.... No ale widocznie, znasz się lepiej. |
Cytat:
Co do Star Treka to powiem, że nie jestem fanem tej serii, ale odrzuca mnie od filmu jeden fakt. Scenariusz napisał duet odpowiedzialny za "scenariusz" nowych Transformerów- bez wątpienia lidera w kategoriach zmarnowany potencjał i zmarnowane pieniądze a także pretendenta do tytułu najgorszego filmu roku. Cytat:
I żeby nie było- nie jestem maniakiem Tarantino, nie mam w domu żadnego ołtarzyka z jego podobizną. Jeśli miałbym mieć taki ołtarzyk to tylko z podobizną Terry'ego Gilliama. Czego się ten facet nie dotknie, zamienia w złoto. No może z wyjątkiem "Braci Grimm", gdzie mu wytwórnia na siłę przerabiała film w komercyjny gniot i wyszedł potworek z dobrymi aktorami, pięknie przedstawionym światem i ciekawą historią, z której ktoś na siłę próbował zrobić coś a'la "Piraci z Karaibów". No ale jak nie uwielbiać kogoś kto nakręcił to: http://www.youtube.com/watch?v=egNMC6YfpeE |
"Od zmierzchu do świtu" wyreżyserował Rodriguez.
Ja dziś oglądnąłem "Życie jest cudem" Kusturicy. Bardzo przyjemny film. |
Cytat:
Cytat:
Cytat:
2.Spiesze Kobieto Wislaku z wyjaśnieniem. Otóz nie mogl miec wieśniak angielskiego bo nie uczono języków obcych przed wojną, za to uczono np.łaciny. Tym bardziej facet na prowincji francuskiej nie mogł prowiadzic plynnego dialogu w tym języku. A co do ilośći języków. Dla mnie gdyby cały film był po angielsku, francusku, rosyjsju lub madaryńsku miałoby to sens.Nie myśłałbym w jakim języku mowią w danej chwili. Moge sobie to wyobrazić, ze w danym momencie mówia np.po niemiecku. Ale po co niemiecki oficer SS, mówiący po francusku i przede wszytskim po niemiecku, proponuje przejscie na angielski, co? To juz Ci odpowiem: bo amerykanie maja wrazenie ze poza angielskim istnieja tylko jakies dziwne dialekty.A po angielsku mówia wszyscy.Taka teza broni sie w odniesieniu do czasów dzisiejszych, ale nie do ówczesnych. 3. Hitler nosił płaszcze---ale nie mial białych mudurów, ani nie ubierał sie jak król.Przedstawienie go tutaj w takich ubiorach wygląda co najmniej groteskowo. Conajmniej jak Napoleoni na koniu trzymający miecz samurajski. 4.Teza,że jest to inne przedstawienie wojny może być akceptowalna w Europie. Tak opowiedziana wojna, jest niczym innym jak chorym urojeniem amerykanskiej głowy---niestety wiekszosc tamtejszego społeczeństwa tak to widzi. Ano pojechali sobie na wojne chlopaki, jeździli po miastach i wioskach, tam zabili kogoś, a tam napadli na Niemców itd itp..To dobrze, że nie podjechali jeszcze do Mac Donalda jak zgłodnieli w tym lesie... 5.Poza tym wkurza mnie , że przedstawia sie żydowska brutalność przy jednoczesnym jej usprawiedliwieniu, że gdyby nie Niemcy strzelajacy do Zydow, to oni nie zabijaliby kijem baseballowym. Mi od razu nasuneła się analogia Izraela i Palestyny. Jako, że wiem jaka pozycje ma IZrael w Stanach Zjednoczonych to śmiem twierdzić, że ma to własnie taki kontekst. Zreszta sam Tarantino stwierdzil w ktoryms z wywiadów, ze winni zabijanai Zydow sa takze Polacy. No bo jezeli zabijano u nas, to czemu Polacy nic nie zrobili? Czemu ich nie obronili? :D W ten sposb potwierdzaja sie tylko moje obawy(UZASADNIONE) ze ten film jeszcze bardziej utwierdzi amerykanskie matołectwo w przyjętym przez nich obrazie wojny. Pytanie na koniec: CO GENIALNEGO JEST W FILMIE , KTÓRY NIE WNOSI DOSŁOWNIE NIC, A WRĘCZ SPACZA PKT WIDZENIA I NIESIE TREŚĆ PROPAGANDOWĄ (nt. Bliskiego Wschodu)? |
Niestety, nie pojąłeś tego filmu, nie pojąłeś stylu Tarantino. I tego, że to nie jest film historyczny...
|
No dokladnie dj ibutti.. Nie jest to film historyczny i Ty to wiesz.Ale ze nie bedzie tego wiedzialo iles tam set milionów ludzi to raczej nie nasz problem. Za tem o czym jest ten film, co? Komiksową wizją największej zagłady ludzkości. Zapewniam Cię, że Tarantino nie nakręci nigdy filmu o2óch walących się wieżowcach. Dlaczego tego nie zrobić skoro wszytsko może się odbyć w konwencji Tarantino? Ze leci oto grupa Arabusów, ci w kabinie strzelają sobie do pasażerów, ci za sterami pykają sobie shishe, a z głosników leci muzyka Beduina. No a poźniej wpadaja w wieżowce, z których ludzie uciekają. Ale niezbyt daleko bo na dole stoi Ali Baba i 40stu rozbojnikow i kindżałami masakrują niewiernych. No to mamy konwencje Tarantino, nie?
W przypadku pewnych rzeczy danie podane nawet na złotych talerzach w Wersalu nie mogą dobrze smakować. I poza tym pewne lobby mjące wpływ na NAJLEPSZĄ DEMOKRACJE ŚWIATA (haha) nie przepuści mu takiego filmu. I tyle. Kto chce to pójdzie.Kto nie chce nie pójdzie. PS. Prosze tylko o nie przytaczanie argumentu: Bo film dostał nagrode w Cannes. Histroria festiwali zna setki przypadków, kiedy film wybitny nie dostał nagrody.A dostały go gnioty.... |
Cytat:
:lol: Więcej luzu na seansach filmowych życzę. |
Cytat:
Ale do rzeczy. To że jesteś maniakiem Tarantino, to nie znaczy że wszyscy są. Tak jak napisałem, żeby się jego filmy podobały to trzeba nadawać na tych samych faklach co on. Dla mnie i zapewne dla wielu innych ludzi jego filmy są (w większości) kiczowate (vide Kill Bill), miejscami wręcz śmieszne (vide Grindhouse), żeby nie powiedzieć że głupie. Po prostu takie przeciętne. Ktoś tutaj wspomniał o Pulp Fiction. Kompletnie mi z głowy ten film wyleciał w kontekście Tarantino. Film rzeczywiście bardzo dobry, ale to raczej wyjątek potwierdzający regułe jego kiczowatych filmów. Tyle na ten. "Obstawiam Green Street Hooligans.... " Nie trafiłeś. Nie oglądałem tego filmu i nie mam zamiaru. Ogólnie rozwiń swoją myśl. Czemu uważasz, że mógłby mi się podobać ten film? Co do reżyserów których uważam za dobrych nie będę się wypowiadał bo już to kiedyś w tym temacie zrobiłem i nie będę się powtarzał. Chcesz to poszukaj. Dobre filmy? Hmm, takie które są inne od oklepanych, amerykańskich standardów, takie które mają jakąś fabułę (a nie tylko dobre dialogi i grę aktorską). Przykłady takich filmów (z ostatnich miesięcy w których je oglądałem), a które uważam za dobre: "Pozwól mi wejść", "Labirynt Fauna", "Upadek". Argument z Cannes, śmieszny :rotfl: |
Cytat:
|
Cytat:
Ty nazywasz Tarantino "przeciętniakiem", a więc stawiasz go na równi z takimi Adamikami, Zatorskimi itp. patrząc na polskie podwórko. Może Ci się jego film nie podobać, ale nazwanie go przeciętnym jest śmieszne. W jego filmach nie ma nieprzemyślanych scen, wszystko ma jakiś sens, wszystko do czegoś nawiązuje itp. tylko to trzeba umieć wychwycić. Fakt styl Tarantino trzeba lubić. Trzeba wiedzieć, że on się filmem bawi. Ja osobiście w d... mam filmy, które mnie dołują. Pokazując jakie to życie jest straszne. Mam to codziennie. Do kina idę się rozerwać. I Tarantino mi tą rozrywkę zapewnia. Bawi się stylami, bawi się kiczem, kpi z krytyków, którzy szukają w jego filmach wielkich przesłań. To nie jest film historyczny i właśnie dla wszelkich impertynentów historycznych Tarantino wepchnął jedną z ostatnich scen (w kinie)... Tylko debil po zobaczeniu tej sceny mógłby go wziąc za historyczny... Scena miłosna z końca filmu, jedna z lepszych w historii kina. Sposób w jaki poprowadził Pitta, że ten wreszcie pokazał że potrafi grać. Dialogi. Sposób wykreowania postaci. Dlaczego obstawiałem GSH? Bo odbiega od standardów, bo ma głębokie przesłanie, niezłych aktorów, niezłe zdjęcia itp. Czego chcieć więcej? Nie, nie jestem fanem jatki, lejącej się hektolitrami krwi itp. To co uwielbiam w Tarantino to kipiący z jego filmów, jego własny styl, zabawa każdym ujęciem, dopracowanie każdej sceny do majstersztyku. To jak drwi z wszystkich pojmujących kino tak strasznie poważnie (vide "Hitler nie nosił płaszcza" - myślisz że ile Q.T. zajęłoby dowiedzenie się o tym, że Hitler nie nosił białego płaszcza? Myślisz że o tym nie wiedział? A może to błąd scenografa? Nie, ten płaszcz spełnia swój cel w tym filmie.) |
Widziałem w końcu Bękarty.
Dla mnie film dobry ale daleko mu do najwyższego poziomu Tarantino (Jackie Brown,Pulp Fiction,Wściekłe psy) Był humor , było momentami napięcie . Było sporo większych niedociągnięć dlatego nie rozumiem dlaczego Pan_Jotka doczepia się do takich które są kompletnie mało istotne.Czy w tamtych czasach nie było ludzi którzy posługiwali się 2,3 językami? Kto wie w czym prywatnie paradował Hitler. Poza tym Tarantino nie trzymał się faktów historycznych i poleciał kompletnie w fikcję przedstawiając alternatywną wizję zakończenia 2 Wojny Światowej. *UWAGA SPOILER* Mnie bardziej irytowało ,że podczas premiery kino praktycznie w ogóle nie było obstawione strażnikami. |
Podobał mi się film pt: Felon(Skazaniec) , obraz z 2008 roku w reżyserii : Ric Roman Waugh , jest to film o tematyce więziennej dla niektórych może za często pojawiający się już temat , główny bohater jak sie nie trudno domyśleć trafia za kraty i zostaje umieszczony w celi z mordercą którego gra Val Kilmer, zaczyna się jazda...czyli walka i jeszcze raz walka , więcej nie pisze tylko zachęce trailerem : http://www.youtube.com/watch?v=Sr0zDhqfOVo
|
Ja byłem dzisiaj na filmie "Przerwane objęcia" Pedro Almodovara. Powiem wam, że zawiódł mnie. Film jest przydługi, wątki romansów mnożą się i troją. Rzadko mi się to zdarza, ale na seansie mało co 2 razy nei zasnąłem. Film mi nieco przypominał nieudaną kopię Volvera. O ile to dzieło Almodovara (Volver) bardzo mi pasowało o tyle "Objęcia" są dużo słabsze. Sorry Pedro...
PS. Plus za nagie piersi Penelope Cruz :D |
Coz najlepsze filmy jakie widzialem poki co w tym roku to: X-Men Geneza Volverine, Duchy Moich Bylych, Narzeczony Mimo Woli, Znow 17(17 Again), Transformers 2: Revenge of the Fallen.
|
Green Street Hooligans 1 & 2 są bardzo dobre.
Polecam. |
Cytat:
"Pił" nie oglądałem bo nie lubię bajek. O maszynie robiącej PING już coś wiesz ? |
Cytat:
|
Cytat:
Ale to tak na marginesie - ja jako wielki fan Tarantino wtrącę 3 grosze do dyskusji.Zaznaczam że mój fanatyzm nie polega na tym że ślepo łykam wszystko z pod miecza Tarantino , jeno z tego że uwielbiam jego filmy za mnóstwo rzeczy. W moim prywatnym rankingu bezapelacyjne nr 1 to Kill Bill oczywiście bez podziału na części bo obie uważam za geniusz, oczywiście później PF, Wściekłe Psy,Death Proof i na końcu jedyny film który uważam za jedynie dobry czyli Jackie Brown. A jak było z Bękartami...Otóż wyszedłem z kina lekko rozczarowany. Po części dla tego że spodziewałem się dostać coś innego.Liczyłem na krwawą rozpierduchę, zabarwioną ciekawym scenariuszem, świetnymi kreacjami i 'Tarantinowskimi' dialogami i tu Quentin mnie strasznie oszukał, bowiem wszystko można o tym filmie powiedzieć ale nie to że jest to wojenne kino akcji.Po przemyśleniach doszedłem do jedynego słusznego wniosku że nie mogę psioczyć na film tylko dlatego że był w innym stylu niż tego oczekiwałem, tak więc skupiłem się na ocenie pozostałych aspektów. Scenariusz jak to u Tarantino, ciekawy, przewrotny, ale z mało zaskakującym zakończeniem.Dialogi jednak nierówne, czasami aż nużące, choć w większości trzymające poziom.Genialna cześć pierwsza czyli przybycie Hansa do domu Francuza ukrywającego Żydów,świetna także część dziejąca się w piwnicy, pozostałe 3 jak dla mnie już trochę gorsze ale oczywiście nie że słabe, zresztą i w tych częściach smaczków jest mnóstwo. Samo aktorstwo jak u Tarantino na najwyższym i rzadko spotykanym poziomie, ta mimika, częste najazdy na twarz itp natomiast największy niedosyt czułem przy niektórych rolach. Tarantino dla mnie jest magikiem m.in dlatego że nawet jakaś 2 a nawet 3 planowa rola u niego potrafi być fantastyczna. Za to m.in kocham Kill Bila, gdzie tam takich ról jest mnóstwo i niezależnie czy ktoś występuje w filmie przez kilkadziesiąt, kilkanaście kilka minut czy nawet mniej - pozostaje w pamięci na długo. W bękartach tego brakuje.Genialna rola Hansa, zresztą fenomenalnie zagrana, świetna rola majora SS, także świetna rola tego francuskiego chłopa ukrywającego żydów i to właściwie tyle.Jeszcze mógłbym dodać Shosanne - swoją drogą piękna kobita;) i porucznika Aldo którego postać jest mało interesująca ale takiego bohatera on tam gra. Reszta jest niestety tylko tłem choć tych postaci przewija się tam sporo.Najbardziej rozczarowywują same bękarty - taki był pewnie zamysł by nie było ich za dużo widać na ekranie ale nawet jak się pokazują to nie ma w nich nic co by można było zapamiętać.Pomijając już nie do pobicia w tym - Kill bila , przecież w Pulp Fiction takich ról było sporo - Każda postać , czy to sam Tarantino, czy Keitel, czy choćby diler i jego laska,Zed z ziomem i pokrakiem...Małe role ale jakie.Tu tego nie ma i to w zasadzie mój taki jedyny poważny zarzut. Z plusów jeszcze to na pewno motyw z kilkoma językamgdziei to nie było tylko bajerem a miało istotny wpływ na przebieg filmu i co Pana Jotke zdziwi na bank - wd mnie mimo iż ten film nie miał zamiaru być jakimś głosem w kwestii 2 wojny światowej, to cała ta otoczka wyszła o wiele bardziej prawdziwie(przy całej nieprawdziwości) niż przypuszczałem. Ogólnie film na plus choć mam niedosyt - może jak oglądnę go już na DVD to mi się coś zmieni. |
Tym razem trochę mniej kontrowersyjnie. Dzisiaj na ekrany polskich kin wszedł( nareszcie - premiera w "zachodnich" kinach miała miejsce 2 miesiące temu) "Dystrykt 9". Film okrzyknięty najlepszą produkcją science fiction ostatnich lat. Po seansie stwierdzam, że jest to na pewno film dobry, godny polecenia dla fanów sci-fi. Jestem skłonny również stwierdzić, że faktycznie jest to najlepszy film z tego gatunku nakręcony na przestrzeni kilku ostatnich lat, być może nawet całej dekady. Tylko przyzwoitość karze zastrzec od razu jedną rzecz- w ostatnich latach było naprawdę niewiele filmów science-fiction, na które warto było zwrócić uwagę. Wracając do samego filmu. Wyróżnia go przede wszystkim oryginalny pomysł- na Ziemię przybywa statek kosmiczny i zatrzymuje się koło Johanesburga. I nic. W końcu ludzie decydują się wedrzeć na pokład i odkrywają miliony kosmitów na skraju śmierci głodowej. Kosmici są zdezorganizowani, nie potrafią nawiązać porozumienia z ludźmi, jednocześnie organizacje międzynarodowe naciskają by pomóc przybyszom. Koniec końców wszyscy kosmici zostają przetransportowani ze statku na ziemię i osiedlają się koło Johanesburga. Jednakże nadal w żaden sposób nawet nie próbują nawiązać nici porozumienia, ludzie się ich boją i w mieście narastją konflikty na tle nazwijmy to "gatunkowym". Z czasem osiedle kosmitów przeradza się w slumsy i zostaje odizolowane od reszty społeczeństwa. Jednak i taka bariera nie zadowala ludzi, dlatego władze planują przenieść obozowisko kosmitów w dzicz, z dala od ludzi. W tym momencie poznajemy głównego bohatera filmu- pracownika korporacji MUN zajmującej się sprawami kosmitów na Ziemi. Wikus( tak nazywa się główny bohater) dostaje awans i staje się odpowiedzialny za przeprowadzenie operacji przeniesienia kosmitów. Żeby wszystko było legalne najpierw trzeba przybyszom dostarczyć najazy eksmisji. Tak wygląda zawiązanie akcji filmu- muszę przyznać, że dosyć oryginalne, do tego ta częśc filmu przedstawiona jest w formie filmu dokumantalnego i dostarcza bardzo dużo szczegółów na temat życia kosmitów w slumsach- ta część na duży plus. Do tego sam Wikus jest oryginalną postacią- chuderlawy urzędas, z wyglądu i zachowania budzący raczej antypatię. Oczywiście przechodzi pewną przemianę duchową w trakcie filmu, i niestety w pewnym momencie dzieje się to nieco deus ex machina, ale co ważne do samego końca nie staje się on kryształowym bohaterem sypiącym głupimi komentarzami i siejącym totalną rozpierduchę. Cały czas pozostaje zwykłym urzędasem, którego los rzucił w bardzo nietypowe okoliczności. Z antypatycznego, denerwującego kolesia przemienia się w przyzwoitego gościa, ale w żadnym wypadku nie herosa. Dalszej fabuły nie będę zdradzał, chociaż przyznam, że w środku film trochę obniża loty pod tym względem, zaczyna przypominać sztampowe produkcje z hollywoodu. Na szczęście sama końcówka znowu jest ciekawa. Co ważne- film bardzo dobrze równoważy narrację z akcją, także zadowoleni będą i ci, którzy lubią wybuchy i ci, którzy lubią ciekawą, dobrze opowiedzianą historię. Na pewno nie jest to film, na który ktoś chciałby zabrać swoje pociechy i raczej nie jest to produkcja na romantyczny wieczór. Film jest bardzo surowo wykonany- praktycznie brak jakichkolwiek scen komicznych, mało muzyki i jest ona raczej niezauważalna, do tego sporo sugestywnie zaprezentowanej przemocy, której nie powstydziłby się niejeden horror. Kawał dobrego kina sci-fi- jazda obowiązkowa dla fanów gatunku, dla innych bardzo solidna propozycja warta rozważenia, ale jednocześnie moim zdaniem autorom w pewnym momencie troszeczkę zabrakło pomysłu i to czyni film "tylko" bardzo dobrym, a nie wybitnym.
|
Ostatnio oglądane:
Dzieci Ireny Sendlerowej - Film przyjemnie się ogląda, choć jakimś tam wielkim dziełem nie jest. Lista Schindlera dużo lepsza, a tematyka podobna. Nie wiem dlaczego u nas miał wejść do kina ten film, a ja mam wersje z amerykańskiej telewizji. Jedyny wielki mankament to to, że polscy aktorzy wypowiadają dialogi w języku angielskim. Akcent co niektórych jest tragiczny, przez co gra aktorska dużo traci. Dystrykt 9 - Zgadzam się z Uranem co do tego filmu. Star Trek 2009 - byłem sceptycznie nastawiony do tego filmu, ale jednak obejrzałem. Nie zawiodłem się. Film jest liniowy, przewidywalny i mało zaskakujący, ale akcja w nim dzieje się od pierwszej do ostatniej minuty, a do tego jest pięknie wykonany. Nowa wizja star treka, zaciera niewyraźny, tandetny obraz wielu swoich pierwowzorów, gdzie nudne dialogi zajmowały pół filmu, gdzie bohaterowie chodzili w wełnianych swetrach, a akcja była wartka jak woda w kałuży. Tutaj tego nie ma. Star trek swym wykonaniem zbliżył się w stronę gwiezdnych wojen, trochę też przypomina mi serial Stargate. Reasumując ST nie wnosi nic nowego, jest schematyczny, ale widowiskowy i zrobiony z rozmachem. Polecam zwłaszcza widzom nastawionym na akcje, ludziom rozmyślającym o tym czy "Hitler chodził w białym płaszczu, czy nie" raczej się ten film nie spodoba. Transformers: Zemsta upadłych - Również kino nastawione na akcję. Odrobinę słabszy niż część pierwsza, ale równie przyjemnie się go ogląda. Film może niezbyt ambitny, ale śmiało można zobaczyć. Nie miałem przekonania w ogóle do transformersów. Ta tematyka wydawała mi się tak kiczowata, coś w stylu japońskich kreskówek (Yataman). Samochody zmieniające się w olbrzymie roboty ? Wydawało mi ie to po prostu dziecinne, wydawało mi się że wyrosłem już z tego lata temu. Tymczasem autorom udało się uciec od dziecinnej tematyki i zrobić na prawdę dobry film akcji. Ktoś kiedyś pisał, że jest jeden z najgorszych filmów tego roku. Nie mogę się z tym zgodzić. |
Cytat:
Od siebie dodam jeszcze, że przemogłem sie, oglądnąlem na komputerze jeszcze raz i film jest znośny. Ale jak się pije wino przy jego oglądaniu (można oczywiście pić coś innego--*KWESTIA GUSTU ). Zę się czepiałem az nadto historii to przepraszam.Mogłem napisać od razu ze film jest do dupy i wtedy przynajmniej nie musialbym uzywać argumentów dlaczego tak jest. Bo widzę, że taki sposób przekazania opinii o filmie najlepiej funcjonuje w tym temacie. Jak napisałem-*KTO CHCE NIECH OGLĄDA. * -to samo znaczenie |
Cytat:
I gdybyś napisał - historia jest nudna, aktorstwo do dupy itp - to to są argumenty.Ty natomiast czepiłeś się płaszcza, języków - oskarżając film nie że jest do dupy ale że nie odpowiada prawdzie historycznej, co jest obiektywnie rzecz biorąc - argumentem kompletnie nie trafionym.O takie detale można się czepiać ale w filmach typu Valkiria czy Upadek, które aspirują do kina historycznego a nie do bekartów. Równie dobrze można zjechać Pulp Fiction, że to chujowy film o mafii - tyle że jak PF nie jest filmem o mafii, Kill Bill także nie jest filmem o mordercach na zlecenie czy jakuzie, tak Bękarty nie są głosem w sprawie 2 wojny światowej. A tak na marginesie także polecam film opisywany przez Urana235, czyli 9 dystrykt.W zasadzie zgadzam się we wszystkim co napisałeś - film trochę siada w połowie ale i tak oryginalności nie można mu odmówić - Kawał świeżego kina.Żałuje że nie poszedłem do kina na niego ,jeno ripa na kompie oglądnąłem ,bo na prawdę warto.Choć oczywiście ta historię trzeba traktować z przymrużeniem oka. Kilka słów o filmie Cloverfield - nie wiem czy był tu opisywany - w skrócie historia bardzo podobna do Reca ,gdzie całe zagrożenie jest innej postaci niż w tym hiszpańskim hiciorze - nie chcę nic pisać więcej by nie psuć zabawy a mimo całej wtórności ,mi się ten film dobrze ogladało.Czyli pozycja aż i tylko - do oglądnięcia. |
Cytat:
Ale z tego filmu bije amerykanskie, komiksowe podejscie do tematu , ktore przez was jest odbierane jako zabawa ale przez matołow po drugiej stronie Atlantyku jako najprawdziwsza prawda. Byc może za dlugo tam zylem i dlatego marudze. Pupl fiction nie moze byc okreslone filmem oo czyms konkretnym(jak tytuł zreszta wskazuje), ale tam z ostatnia scena nagle sie rozpal światełko w tunelu i pozostaje miłe wspomnienie po filmie. A po Bekartach nie. NIE CZEPIAMSIE TARNTINO, bo jak napisalem PF czy Kill Bill byly naprawde dobre. Ale "Bekarty wojny "mnie mierzwią i tego będę się trzymal. PS. Wpis o tym filmie z mojej strony po raz ostatni. |
Cytat:
Zacznijmy od gry aktorskiej, która w zasadzie nie istnieje. Megan Fox- fajnie wygląda na ekranie, nawet pomimo tony amerykańskiej tapety, ale aktorką to ona jest żadną i w żaden sposób nie budzi sympatii. Shia LeCośtam- z każdym filmem, który oglądam koleś mnie coraz bardziej denerwuje. Wszędzie gra kozaka, który próbuje być wygadany- ale nie jest. Sypie coraz słabszymi tekstami i robi to w coraz gorszym stylu, to co w pierwszej części budziło sympatię do bohatera, teraz powoduje w najlepszym wypadku znudzenie. Trzeci do kompletu- pseudozabawny latynos, któremu cały czas przydaża się coś w jaja. Niezabawny i antypatyczny. Na tym tle najlepiej wypada Torturo, pomimo faktu, że jego rola jest nudna, sztampowa i fatalnie napisana- to raczej zbiór przypadkowych tekstów niż poważna kreacja aktorska, szczęśliwie Torturo potrafi to uratować swoim warsztatem. Poza tym drugi i trzeci plan to tylko zbiór kliszowych postaci jakich na ekranach widzieliśmy już setki( no może poza pretenderem vel "robocicą", ale powiedzmy sobie szczerze- tę rolę z powodzeniem mogła zagrać jakaś aktorka porno). Ale kiepskie aktorstwo to jedna strona medalu, nieszczęście dopełniają fatalnie napisane dialogi i kwestie. Kiedy brytyjski żołnierz wyskoczył z tym "mhrocznym" tekstem na lotnisku, tylko fakt, że siedziałem na sali kinowej, powstrzymał mnie przed turlaniem się ze śmiechu po podłodze. Dodajmy do tego, że 50% kwestii w filmie to: "RUN!RUN!RUN!", "DRIVE!DRIVE!DRIVE!", "FAST!FAST!FAST!", "WE'RE GOING TO DIE!WE'REGOING TO DIE!", "OH MY GOD!OH MY GOD!". Zresztą to było już zmorą pierwszego filmu, choć nie w takim stopniu. Idźmy dalej. Ten film to nie tylko ludzie, to przede wszystkim roboty- wielkie, inteligentne, gadające roboty. Najwięcej czasu ekranowego dostaje robot, który nie gada tylko z niewiadomych przyczyn znowu popiskuje i mruczy. Obok niego dwa dziwadła stylizowane na niedopieszczoną młodzież z getta. O Optimusie i Starscreamie napiszę dalej. Dodam tylko że z całego tałatajstwa poziom trzyma Megatron, który ma przyzwoicie napisane kwestie i świetnie podłożony głos przez Hugo Weavinga. Scalpel vel Doktor też jest OK. Jetfire i Wheelie powiedzmy, że ujdą, chociaż od natłoku dziwnych pokracznych robotów w tym filmie robi się niedobrze. O reszcie trudno coś powiedzieć, bo praktycznie nie dostają czasu na ekranie. Następna kwestia to scenariusz i cała koncepcja filmu. Przede wszystkim razi ordynarny dowcip, nie mówię, że pierwsza część trzymała pod tym względem niezwykle wysoki poziom, ale nie raziła. Przez pierwszy kwadrans filmu o wielkich robotach z kosmosu dwa razy widzimy jak dwa psy za przeproszeniem ruchają się na kanapie. Potem "arcyzabawny" latynos kilkukrotnie robi sobie coś w jaja, a na koniec dostajemy gigantycznego robota, który co robi- pokazuje nam swoje jaja. JA SIĘ PYTAM PO CO TO? Dalej- o ile pierwsza godzina filmu do momentu walki w lesie jest fajna, żywa, efektowna i nawet ciekawa, to następna godzina to żałosne popłuczyny po Indianie Jonesie- tylko, że odarte z humoru, akcji, przygody i logicznej sekwencji zdarzeń. Właściwie wszystko dzieje się deus ex machina. Miałem napisać, że autorzy spokojnie mogliby wpleść w ten film jakiś epizod w rzeźni i tak nikt nie skrażyłby się, że film jest przez to mniej logiczny. Miałem napisać, ale przypomniałem sobie, że przecież faktycznie bohaterowie w pewnym momencie lądują w rzeźni. No i na koniec koronny zarzut- to miał być film o wojnie dwóch frakcji gigantycznych robotów z kosmosu, a Bay zrobił z tego kolejny film pod tytułem Omnipotentna Armia Amerykańska vs. paskudni źli kosmici. Serio, momentami oglądając ten film czuję się jakbym oglądał materiały rekrutacyjne do marines, a nie film. Tutaj kończą się narzekania normalnego człowieka, który od filmu wymaga szczypty sensu, dobrego smaku i choć namiastki ambicji. Natomiast zaczyna się wywód fana transformerów. Zacznijmy od kwestii podstawowej- postaci Optimusa Prime'a. Dla mnie oglądanie ROTF to tak, jak dla katolika filmu o haremie Jana Pawła II. W normalnych okolicznościach wielu katolików wizję haremu uznaje za całkiem atrakcyjną i kuszącą, ale nie kiedy jego właścicielem miałby być Papież, to po prostu nie współgra. Podobnie ja uważam, ze nie ma nic złego w bohaterach filmów, którzy dobijają przeciwnika sypiąc jakimś czerstwym tekstem, albo rozrywają rywalowi głowę za pomocą haków, ale nie kiedy robi to Optimus Prime. Prime to zawsze był symbol cnót wszelakich, koleś który był gotów podłożyć łeb pod topór tylko dlatego, że wcześniej dał słowo i nawet czyjaś zdrada nie zwalniała go z danego słowa, a nie maniakalny morderca, rozrywający innych gorącymi hakami. Starscream- ten gość to zawsze był bardzo sprytny, dwulicowy zdradziecki typek, który cierpiał na przerost ambicji i łatwo wpadał w szał. W filmie zrobili z niego Toadiego, kogoś kim księciunio Megatron może ciskać o ściany. Druga sprawa dla kogoś, kto nie jest za pan brat z tym uniwersum, transformery to zwykłe zabawki. Samochody zamieniające się w roboty, coś śmiesznie dziecinnego, z czego faktycznie trudno sklecić jakąś fajną fabułę. Natomiast jeśli ktoś śledził losy transformerów chociażby jako dzieciak, to wie że Transformery to kopalnia gotowych pomysłów potrzebujących jedynie drobnego odświeżenia i dobrej oprawy. Komiksy z pierwszej generacji to 80 numerów zapełnionych różnymi mniej i bardziej ciekawymi pomysłami. Do tego olbrzymia biblioteka już gotowych, zaprojektowanych postaci, o unikalnych charakterach, sposobach postępowania. Do tego od kilku lat IDW publikuje nowe komiksy o transformerach, które pod względem fabuły biją na głowę wszystko, co było w filmach, choć cały świat, poza postaciami, jest tworzony od nowa, ewentualnie wykorzystując jakieś wcześniejsze motywy, ale w nowy sposób. Tak na szybko- matrix of leadership- w tym filmie to jakiś śmieszny kluczyk, w oryginale wszechmocny byt obdarzony własną wolą, pędzony chęcią poznania i zrozumienia życia, ale działający jak małe dziecko, które złapało pająka i urywa mu nóżki- coś w rodzaju pierścienia władzy z Władcy Pierścieni. Cytat:
|
Cytat:
Moim zdaniem w obu filmach jest dużo wspólnego - sposób nakręcenia to jedno, to że w obu filmach patent jest ten sam(pozostaje kaseta), to drugie - zagrożenie oczywiście jest inne ale w sumie to podobna historia - w Recu mamy rutynową noc ze strażakami, w Cloverfieldzie, imprezę pożegnalną.Tu mamy jatke w obrębie jednej kamienicy, tam rozpierduchę w całym mieście.Być może relacje między bohaterami są lepiej nakreślone, choć dla mnie były fragmentami trochę sztuczne, ale to nie zmienia faktu że zdecydowanie in plus zaskoczył mnie ten film, szczególnie że ściągała go moja kobita i po prostu zapodała go a ja nie miałem pojęcia co to w ogóle będzie. Tak żeby rozruszać temat - przezemnie przecież rozpoczęty:D, to kilka zdań o 2 znanych filmach które ostatnio oglądałem. Bruno...Borat podobał mi się, świeży pomysł, bardzo fajna zabawa z różnymi ludzkimi przywarami ,kupe ironii, dystansu - oglądało się świetnie...Natomiast Bruno mnie nie przekonał.Ok - sama postać świetnie zagrana , żarty tak z samych tzw. homofobów jak i bejów ale nie ma tego błysku co w Boracie.Nie przekonał mnie ten film. Tajne przez poufne - ostatni film Coenów, ledwie rok po genialnym,znanym wszystkim ich filmie. Być może gdybym oglądał ten film na fali ich ostatniego filmu, to bym się rozczarował.A to było tak że czytałem gdzieś że to koszmar więc spodziewałem się najgorszego...A film da się oglądać - ciekawa, trochę komediowa historia, oryginalne kreacje - Cloneya, Malkovicha, Brada Pita(nie pamiętam by grał gdziekolwiek taką ciotę:)).Film lekki , wd mnie zdecydowanie do oglądnięcia, choć oczywiście do Fargo czy Kraju się nie umywa. |
Cytat:
Ale wracając do transformersów. Z punktu widzenia kogoś kto pierwszy kontakt miał z nimi przy okazji pierwszej części filmu to muszę ci powiedzieć, że wyszło to nieźle. Z perspektywy kogoś kto nie zna ich charakterystyki również nie przeszkadza to, że np. Optimus jest rzeźnikiem :-p. Ta scena w lesie (czyli walka na pięści, haki czy co tam mają pod rękami), moim zdaniem ratuje ten film. Ten kawałek o amerykańskiej armii bardzo trafny. Tutaj jednak jest to normą. W amerykańskich filmach standardem jest pokazanie wojska w takim świetle jak tutaj. Dla mnie i pewnie wielu innych, znudzonych rzeczywistością, ten film jest taką odskocznią. Na dwie godziny można zapomnieć o tym wszystkim i po prostu oglądać. |
| Wszystkie daty podane są w GMT +1. Aktualna godzina to 19:20. |
Zasilane przez vBulletin v. 3.8.7. Copyright © 2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.
© 1998 - 2023 forumwisly.pl